o płaczu w reportażu
Dramaturgia | Montaż i Realizacja

O płaczu w reportażu: zostawić czy wycinać?

11 grudnia 2017

O płaczu w reportażu: zostawić czy wycinać?

 

Dziś przyjrzymy się dramaturgii w reportażu. Jak przykuć uwagę odbiorcy, by  z ciekawością śledził historię do końca? Czasami już sam temat jest tak dramatyczny, że napięcie i emocje pojawiają się bez większego starania ze strony autora. Ale i taką historię można zepsuć, gdy nie rozumie się zasad budowy opowieści. Mnie się to raz przydarzyło.

 

To był początek mojej pracy reporterskiej. Ktoś opowiedział mi o małżeństwie, któremu z dnia na dzień zawalił się świat. Kilkuletni syn podczas zabawy na podwórku nagle stracił czucie w nogach. Od tego czasu nieprzerwanie walczyli, by znowu mógł chodzić.

 

Dramatyczna historia, pełna emocji – idealny temat na reportaż. Dalej też wszystko świetnie się układało, bo udało się stworzyć bogatą materię dźwiękową do budowy tej opowieści:

 

  • Rodzice zgodzili się opowiedzieć o tym, co się wydarzyło.
  • Dostałam nagrania dźwiękowe syna z czasów, gdy jeszcze chodził i rodzina wiodła normalne życie.
  • Byłam obecna podczas zajęć z rehabilitantem, gdy chłopiec wykonywał niezwykle bolesne ćwiczenia. Dźwięki, które nagrałam, pobudzały wyobraźnię, pozwalały poczuć cierpienie, z którym się zmaga.
  • Mogłam liczyć na znakomicie podbijającą nastrój muzykę, bo zgodziła się ją przygotować najlepsza wtedy specjalistka od muzyki w radiu – Małgorzata Małaszko.

 

Oczywiście najtrudniejszym momentem nagrań była rozmowa z Mamą.

 

Uwaga! Zawsze zanim pójdziemy na nagrania, zastanówmy się, po co chcemy opowiedzieć daną historię.

 

Wcześniej zaplanowałam sobie, że chcę dowiedzieć się, jak można żyć dalej po takim nieszczęściu. W rozmowie wróciłyśmy do chwil, gdy z podwórka dobiegł przeraźliwy krzyk, gdy lekarze gorączkowo szukali przyczyny paraliżu, gdy do rodziców powoli docierała prawda, że może syn już zostanie sparaliżowany na zawsze. Powrót do wspomnień oczywiście wywołał ból i płacz. Był rozpaczliwy szloch, urywane słowa, długie pauzy, bo trudno było wydobyć głos – a ja nie przerywałam nagrywania.

 

I potem podczas montażu ten właśnie dramatyczny moment właściwie zostawiłam w całości, bez żadnego cięcia. Myślę, że byłam wtedy z siebie zadowolona, bo oto otworzyłam swojego rozmówcę tak bardzo, że nie wstydził się przede mną swoich emocji. Po emisji utwierdziłam się w przekonaniu, że to był dobry reportaż, słysząc od kolegów: „Popłakałem się, słuchając tej historii”, „Wzruszyłam się ogromnie”.

 

W dobrym nastroju zadzwoniłam do mojej bohaterki, aby zapytać o jej odczucia. I tu był zimny prysznic. „Jestem zła. W ogóle nie zwróciła pani uwagi na to, jak sobie radzimy z tym, co nas spotkało, że i my, i syn walczymy dalej. Ten reportaż to użalanie się nad nami, że spotkało nas takie nieszczęście. Nie wnosi nic do życia innych, tylko litują się pewnie nad nami”.

 

Nie od razu zrozumiałam to, o czym powiedziała. Myślę, że zajęło mi to więcej niż kilka dni, może nawet miesięcy… może jeszcze dłużej. Ale teraz już wiem. Niepohamowany płacz, przeraźliwe szlochanie – to nie jest dobre. Czasami jest niesmaczne, zwłaszcza gdy zostawia się pociąganie nosem, smarkanie w chusteczkę, jak to bywa u początkujących reporterów. W dodatku bardzo często słuchacz, nie chcąc być świadkiem aż tak ogromnych emocji, w odruchu obronnym wyłącza radio.

 

O wiele większe wrażenie od szlochu robi delikatnie drżenie, załamanie głosu, szept, gdy ktoś opowiada o swoim dramacie. Działa na wyobraźnię, potęguje napięcie.

 

A w dodatku ta „zapłakana“ scena trwała nieproporcjonalnie długo w stosunku do innych w tym reportażu. Skupiłam uwagę słuchacza na szlochu, zamiast poprzez odpowiednią proporcję scen zbudować pełen obraz życia tej rodziny. Skoncentrowałam się na cierpieniu.

 

Wiele lat upłynęło, nim znowu zmierzyłam się z bardzo trudną historią, która mogłaby epatować rozpaczą i bólem. Przygotowałam reportaż o Joannie Sałydze znanej w sieci jako blogerka „Chustka”. Joanna chorowała na raka żołądka i gdy spotkałyśmy się, miała świadomość, że już niedługo „uchylą się te drzwi”. Zanim włączyłam magnetofon, powiedziała: „Wie pani, ja mogę płakać podczas tych nagrań, a nie chciałabym, by mój syn mnie taką usłyszał”. Ze spokojem mogłam odpowiedzieć: „Ale ja to wytnę, bo nie o to mi chodzi”. I tak zrobiłam. Zostawiłam za to jej śmiech, radość jej syna i wszystko to, co pokazywało, jak mądrą była kobietą.

W reportażu jest tylko jeden moment, gdy Joannie załamuje się głos. Według mnie te parę sekund uzmysławia, z czym się zmagała.

 

Kto chce posłuchać tego momentu, może znaleźć reportaż pt. „Trzeba walczyć” na stronie polskieradio.pl/reportaz 

 

Pamiętajmy:

 

  1. Przed nagraniem zadajmy sobie pytanie: Po co opowiadamy o jakimś dramacie? Aby przygnieść rozmiarem nieszczęścia naszego odbiorcę?

 

Uważam, że powinniśmy opowiadać po to, by ktoś się czegoś dowiedział, coś przewartościował, zrozumiał.

 

  1. Cisza przykuwa uwagę bardziej niż hałas.

 

 

Hanna

 


Wszystkie wymienione wyżej reportaże można znaleźć na stronie www.polskieradio.pl/reportaz

Zachęcam też do polubienia na FB Studia Reportażu i Dokumentu PR

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *