Torba Reportera i Podcastera

Jak zrobić dobry reportaż śledczy ?

Opublikowane przez Hanna Bogoryja-Zakrzewska w dniu

reportaż śledczy

Zapewne każdy z nas nie lubi bezosobowych głosów urzędników, rozmów o przepisach, absurdalnych paragrafach. Chcemy emocji w głosie, śmiechu, czasem łez. Wszystko musi być klarowne i jasne, inaczej odbiorca nie wciągnie się w akcję. To naprawdę to wyższa szkoła jazdy, dlatego tak rzadko powstają naprawdę ciekawe reportaże śledcze, czy interwencyjne.

Reportaż śledczy – od czego zacząć?

W 2001 roku wraz z Ernestem Zozuniem wymyśliliśmy dwie akcje antenowe: Stop! Korupcja!” i „Jesteśmy przeciw: głupocie i arogancji władzy”. Powstało kilkanaście reportaży śledczych, interwencyjnych, z czego kilka przeszło do klasyki tego gatunku. W 2004 roku poproszono nas o wykład na temat reportażu śledczego podczas International Feature Conference w Lucernie. To był dobry moment,  by zastanowić się jak robiliśmy nasze reportaże, czy możemy coś przekazać innym z tych doświadczeń. Poniżej streszczenie tego wykładu.

Przede wszystkim postanowiliśmy, że każdy ruch i każda czynność są nagrywane.

1.Najpierw przeglądamy dokumenty i dzielimy się opiniami na ich temat. Już wtedy konstruujemy historię, którą później będziemy potwierdzać w terenie. To, że pracowaliśmy we dwoje powodowało, iż musieliśmy rozmawiać ze sobą i nagranie tych dialogów już nam dawało materiał dźwiękowy.

2.Drugim etapem jest pozyskiwanie informatorów i znalezienie ludzi, którzy pojawili się w dokumentach. Tu też każdy ruch trzeba nagrać, każdy telefon czy rozmowę w celu ustalenia adresu,  tożsamości.

Czasami te rozmowy są absurdalne, dzięki czemu „temperatura” w reportażu podnosi się. To znaczy pojawiają się emocje. Tak jak w tym fragmencie poniżej. Była to  próba umówienia się z prezesem pewnej instytucji.

(Efekt-telefon)

Rozmówczyni tel. Tak proszę?

Ernest Zozuń            Ja nieustająco chciałbym się umówić z prezesem

Rozmówczyni tel. Oczywiście! (Ha,ha) A ja nieustająco mogę potwierdzić, że na razie nic nie wiem.

E.Z                       Trzeci tydzień nie mogę się umówić…

Rozmówczyni tel. Co ja mogę Panu więcej powiedzieć, nic Panu nie mogę więcej     powiedzieć od naszej poprzedniej, jednak rozmowy…

E.Z                 No wie Pani, za pierwszym razem jak zadzwoniłem, no to Pan prezes dosyć się szybko ze mną umówił, później Pani dosyć szybko odwoływała to spotkanie, znajdując mnie nawet w nocy. Prawda?

Rozmówczyni tel. No, o dwudziestej może?

E.Z         Dwudziesta pierwsza, była!

Rozmówczyni tel.         No zgadza się.

E.Z                               Teraz trzeci tydzień usiłuję się z Panem prezesem umówić, no to ewidentna niechęć na to spotkanie

Rozmówczyni tel. (niechętne sapnięcie)

                           No wie Pan, ale ja naprawdę nic…ja ze swojej strony nic więcej nie mogę powiedzieć.

Prezes był jednym z negatywnych bohaterów z naszego reportażu, a ponieważ w tej opowieści było kilka tego typu prób umówienia się na spotkanie, rozmowy wzmacniały  napięcie. Uda się umówić, czy nie? Jednocześnie nagrania pokazywały bezradność sekretarki i arogancję Prezesa, lekceważącego nas całkowicie.  I rozśmieszały słuchaczy, czyli wzbudzały emocje.

Ja i nasz wielki mikrofon w 2001 roku

Ja i nasz wielki mikrofon w 2001 roku

3.Ruszamy w teren i znowu wszystko sprawdzamy oraz nagrywamy. Nawet gdy pytamy ludzi o drogę, bo to na przykład popycha nam akcję do przodu. Jednocześnie daje oddech słuchaczowi między kolejnymi porcjami faktów, które przedstawiamy w reportażu.

Zaczynamy od przeglądania dokumentów, teraz pora sprawdzić jak mają się one do rzeczywistości. Na przykład w jednym z reportaży chcieliśmy odnaleźć spółkę na konto której z państwowej instytucji, przelano sporą sumę pieniędzy. W sądzie rejestrowym znaleźliśmy akta spółki z których wynotowaliśmy nazwisko jej właściciela i adres. Pojechaliśmy pod wskazane miejsce. Tam zastaliśmy tylko dwie starsze kobiety, które opowiedziały nam, że kiedyś ktoś tu był, ale bardzo krótko. Właściciel przepadł bez śladu i nawet winien im jest pieniądze. A na papierze wszystko się zgadzało!

W innym reportażu zajmowaliśmy się historią kobiety, która nie chciała płacić łapówek prezesowi spółdzielni od której wynajmowała lokal na pizzerie. Prezes pokazał petycję podpisaną przez kilkanaście osób o zlikwidowanie pizzerii. Był to jeden z ważniejszych dowodów, w jego mniemaniu, przemawiający za zlikwidowaniem lokalu. Dowód ten stracił jednak moc, gdy kobieta wyjęła podobne oświadczenie, tym razem mówiące o tym, że jej działalność nikomu w okolicy nie przeszkadza. Pod tym oświadczeniem także widniało kilkanaście podpisów. Gdy przyjrzeliśmy się podpisom na jednym i na drugim dokumencie okazało się, że 80 procent osób podpisało się na obu petycjach. Czyli byli za, a nawet przeciw! A gdy poszliśmy do tych ludzi okazało się, że niektórzy w ogóle nie wiedzieli, co podpisali. W ten sposób upadł argument Prezesa, że ludzie chcą likwidacji pizzerii. Wystarczyło pójść do osób, które podpisały się pod petycją.

Gorzej, gdy sprawa jest otoczona zmową milczenia. Gdy ludzie się boją , nie chcą mówić do mikrofonu, czasem nie otwierają drzwi. Tak było podczas nagrywania reportażu „Lewa kieszeń Pana Profesora” o nauczycielu , który brał łapówki w zamian za dobre oceny. Nie spodziewaliśmy się atmosfery strachu, ponieważ to właśnie rodzice i uczniowie zgłosili policji cały proceder. Sprawa trafiła do sądu, zapadł wyrok. Ludzie  rozprawili się ze złym człowiekiem, wygrali. Czy zatem mogą się bać? Tymczasem odwiedzani przez nas z mikrofonem rodzice, nie chcieli rozmawiać , zamykali nam drzwi przed nosem. Po pierwszym dniu nagrań, kiedy na taśmie mieliśmy głównie zatrzaskiwanie drzwi, byliśmy załamani. Ale to też potęgowało naszą ciekawość, dlaczego tak się dzieje. Trzeba było znaleźć metodę na rozmówców i to nam się udało.

Metoda jest prosta. Stając przed rozmówcą nie pytamy, czy Pan z nami porozmawia, tylko pytamy, co wydarzyło się w szkole. A gdy ktoś chce zamknąć drzwi mówimy magiczne słowa: „Niech nam pani/pan tylko powie…”. Naprawdę działa.

4.Trzeba być upartym. Po kilkudziesięciu takich rozmowach pod drzwiami mieliśmy właściwie takie strzępy rozmów, ozdobniki, które później zbudowały nam atmosferę, ale na tym etapie dokumentacji nie mieliśmy jeszcze historii. Metaforycznie to ujmując: danie powinno składać się z dobrze przyprawionego mięsa, a my mieliśmy tylko przyprawy. Przy tym reportażu odwiedziliśmy kilkadziesiąt osób i opłaciło się być wytrwałym i upartym. Dopiero ostatni człowiek do którego dotarliśmy podczas naszej dokumentacji, opowiedział wszystko dokładnie. On był tym, który pierwszy poszedł w tej sprawie na policję. Dowiedzieliśmy się też, czemu inni tak bali się mówić. Okazało się bowiem, że profesor, który sądzony za przyjmowanie łapówek, został przez sąd uniewinniony. Pozwoliła na to luka prawna w kodeksie karnym. W szkole pracowali nadal pracowali jego przyjaciele. Ludzie posyłający tam dzieci, bali się zemsty z ich strony. I dlatego nie chcieli z nami rozmawiać.

Tu możecie posłuchać tych rozmów:

https://www.polskieradio.pl/80/4198/Artykul/1324132,Lewa-kieszen-pana-profesora

Nie nagrywaliśmy tych scen z ukrytego mikrofonu, mało tego mikrofon mieliśmy potężny, bo ze specjalną osłoną przeciwwietrzną. Nie ukrywaliśmy też, że jesteśmy z radia. Ale zadając pytania, wciągając ludzi w rozmowę, patrzymy zawsze w oczy, odciągając w ten sposób uwagę od naszego sprzętu.

Ernest i jego ówczesny sprzęt w Iraku

Ernest i jego ówczesny sprzęt w Iraku

5.Teraz o materiale głównym naszych reportaży. A ten także powinien być atrakcyjny i należy w nim odwoływać się do różnych środków warsztatu dziennikarza radiowego, prasowego czy telewizyjnego. Zrobiliśmy tak w przypadku „Emilii, niewolnicy tajemnicy”.

Wezwali nas na pomoc rodzice uczniów jednego z warszawskich gimnazjów. Twierdzili, że konkurs przeprowadzony przez urząd na stanowisko dyrektora szkoły, został rozstrzygnięty nieuczciwie. Nową dyrektorkę wybrała powołana komisja w tajnym głosowaniu. Przewodniczącą tej komisji, Emilię Szyłkowską, poprosiliśmy o uzasadnienie wyboru. Odpowiedź była krótka „To jest tajne”. Powtarzaliśmy naszą prośbę kilkakrotnie, powołując się na ustawę o prawie do informacji na temat działań urzędników publicznych. Kilkanaście razy usłyszeliśmy odpowiedź:„To jest tajne”. Doskonale wiedzieliśmy że informacje dotyczące konkursu tajne nie są mimo, że urzędniczka zasłaniała się regulaminem konkursowym. Wiedzieliśmy, że jest on niezgodny z prawem. Chcieliśmy czarno na białym udowodnić, że urzędniczka nie ma racji i zachowując się w ten sposób ukrywa nieprawidłowy przebieg konkursu. Szukaliśmy kolejnych dowodów, a jednocześnie omawialiśmy sposób uatrakcyjnienia ostatecznej rozmowy w reportażu. Mieliśmy powiedzieć Emilii, że wiemy co kryje się za tajemnicą. Bo to odkryliśmy. Najpierw nagraliśmy rozmowę na temat zachowania tej urzędniczki z jej przełożoną. Tę rozmowę przegraliśmy na płytę CD i z odtwarzaczem poszliśmy jeszcze raz do naszej Emilii, niewolnicy tajemnicy. Był to ważny element tej ostatecznej rozmowy, która była kulminacją naszego reportażu. Podczas realizacji w studiu,  aby jeszcze wzmocnić  dramaturgię tego spotkania i dodać odautorski komentarz, poprosiliśmy o dobranie muzyki Małgorzatę Małaszko. Wybrała bardzo patetyczny Polonez Ogińskiego o tytule „Pożegnanie ojczyzny”.

https://www.polskieradio.pl/80/1007/Artykul/341531,Tajna-rzecz-publiczna

Audycja ukazała się w I i III Programie Polskiego Radia. Ale sytuacja w gimnazjum nie zmieniła się, mimo wyjawienia tajemnicy Emilii.  Dyrektorem nadal pozostawała osoba, która wygrała prawdopodobnie ustawiony konkurs. Nie poddaliśmy się w walce. Postanowiliśmy ośmieszyć upór urzędniczki i stworzyliśmy serial radiowy według reguł brazylijskiej soap opery. Serial miał wiele odcinków i cieszył się ogromnym powodzeniem

https://www.polskieradio.pl/80/1007/Artykul/345483,Emilia-niewolnica-tajemnicy

Ile żeśmy się naoglądali tych brazylijskich seriali na specjalnym kanale telewizyjnym, żeby uchwycić ich poetykę… Ale było warto. Dopiero brazylijska soap opera, a nie reportaż śledczy pokonał nieuczciwą urzędniczkę. Ze swej niewoli tajemnicy została wyzwolona. Zwolniono ją z pracy. Skończyło się jak w prawdziwym serialu – zło pokonano, a dobrzy żyją długo i szczęśliwie.

Wolimy jednak robić śledcze reportaże a nie pisać seriale brazylijskie.

To był mój i Ernesta Zozunia wykład z konferencji w Lucernie.

Reportaż śledczy – najważniejsze zasady

Pamiętajcie:

-Reportaże śledcze wymagają rzetelnej dokumentacji, wszystko należy samemu sprawdzić.

-Nie spieszymy się, nie zakładamy z góry, kto ma rację.

-Gdy zgromadzimy cały materiał, zastanawiamy się, które elementy przedstawimy naszemu odbiorcy. Nie możemy zarzucić go masą szczegółów.  Nasz przekaz musi być jasny i klarowny.

-Nie zapominamy o atrakcyjnym przedstawieniu naszego materiału. Nie możemy zanudzić słuchacza, widza, czytelnika.

-Starajmy się, aby puenta prowadziła do uniwersalnych wniosków, czyli od szczegółu do ogółu.  Wtedy reportaż będzie aktualny przez wiele lat, a nie tylko przez chwilę.

Hanna

PS: Razem z Ernestem zdobyliśmy wiele nagród za opisane wyżej reportaże. Jest to także zasługa Małgorzaty Małaszko – dobierającej muzykę oraz Tomasza Perkowskiego-realizatora dźwięku.


Jeśli chcesz o coś dopytać, nie krępuj się i wyślij pytanie w komentarzu.

Zachęcam też do polubienia na FB Studia Reportażu i Dokumentu PR


2 komentarze

Julka · 18 grudnia 2017 o 13:05

Bardzo ciekawa ta rada o zaczynaniu rozmowy z sąsiadami na klatce. Mam z tym dużą trudność, żeby zamiast w skomplikowany sposób przedstawiać o co mi chodzi i bardzo prosić o wypowiedź, po prostu powiedzieć Dzień dobry i zadać pytanie. Jak można to wyćwiczyć? 🙂

    Raf · 30 lipca 2023 o 18:04

    Interesując się ludźmi.

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *