Dokumentacja | Dramaturgia | Inspiracje | Reportaż | storytelling

Śledztwo w sprawie niepamięci – czyli jak budować opowieść

26 listopada 2018

Śledztwo w sprawie niepamięci – czyli jak budować opowieść

19 osób nagranych, 20 miejsc odwiedzonych, 31 godzin nagrań, 60 dni montażu, 26 godzin w studiu przy realizacji. Wszystko po to, aby zbudować opowieść, która trwa 33 min 29s. 

 

 

Ewelina Kosałka-Passia z Radia Katowice swój reportaż “Schowane w pamięci” zaprezentowała podczas Ogólnopolskiego Seminarium Reportażystów Radiowych w listopadzie tego roku. To praca stypendialna, bo Ewelina w zeszłym roku wygrała stypendium im. Jacka Stwory. Zaraz po jej wygranej rok temu, nagrałyśmy rozmowę, której można posłuchać pod tym linkiem:

 

Jak wygrać konkurs im. Jacka Stwory?

 

Dzięki stypendium Ewelina miała cały rok na zrobienie nowego reportażu. Co najważniejsze, w tym czasie spotykała się z Komisją Artystyczną, aby przedyskutować kolejne etapy pracy. W Komisji zasiadają wybitne reportażystki radiowe: Agnieszka Czarkowska, Anna Dudzińska, Janina Jankowska, Irena Piłatowska, Anna Sekudewicz. Z tego grona Ewelina wybrała sobie mentorkę, która cały czas wspomagała ją w tej pracy. Była nią Agnieszka Czarkowska z Radia Białystok.

 

 

Ewelina Kosałka-Passia i Agnieszka Czarkowska-Jak budować opowieść?
Ewelina Kosałka-Passia i Agnieszka Czarkowska-Jak budować opowieść?

 

Rok pracy nad jednym tematem, to niezwykła rzecz w pracy dziennikarza. Wielki komfort, ale też odpowiedzialność. Każdy stypendysta marzy o tym, by opowiedzieć historię, która zapadnie w pamięć słuchaczy. Zależy mu, by efekt był wart włożonego wysiłku. Reportaż “Schowane w pamięci” o zapomnianych “obozach dla Polaków” zapewne będzie brał udział w konkursach polskich i międzynarodowych. Wtedy okaże się, jak oceniają go różne grona jurorskie. Trzymam kciuki! Dziś podzielę się z wami refleksjami o tym, jak budować opowieść na przykładzie tego właśnie reportażu.

Tu możecie posłuchać tej pracy, zanim przeczytacie następne akapity:

 

“Schowane w pamięci” – autor Ewelina Kosałka-Passia Radio Katowice. Realizacja akustyczna: Jacek Kurkowski

 

Ewelina w pracy
Ewelina w pracy. Fot:Beno Benczew

 

Zacznijmy od początku

 

Początek powinien zaczepiać nasze ucho, sprawiać byśmy chcieli dowiedzieć się więcej. Ten reportaż zaczyna się od muzyki. To częsty zabieg, ale można przy nim popełnić dwa błędy:

– muzyka jest banalna, dopasowana idealnie do tematu, czyli: gdy opowieść jest o wojnie, muzyka jest patetyczna, gdy opowiada o miłości, zbyt słodka, gdy dotyka rzeczach trudnych, jest mroczna. 

Do reportażu Eweliny muzykę specjalnie skomponował i zagrał Krzysztof Kurek. Jest ciepła i lekko niepokojąca. Słyszę w niej dwa brzmienia: współczesny i historyczny.

-drugi błąd często popełniany, to długość muzyki na początku

W tym wypadku gra długo, 23 sekundy. Ale mamy czas, aby się usadowić wygodnie, wyrzucić z głowy wszystkie inne myśli i skoncentrować się na opowieści, tak aby zatopić się w świecie, który się zaraz pojawi.

Potem są pierwsze słowa Danuty. Ma głos, który przykuwa. Zdania są podzielone na części przedzielone muzyką tak, że przekaz w pełni do nas dociera i wybrzmiewa. Niestety nie zawsze o to dbamy. Usprawiedliwiamy się, że skoro rozmówca mówi szybko, to już nic nie możemy zrobić. Możemy. Rozgęścić ciszą, pauzy zamaskować w razie potrzeby muzyką lub dźwiękami z tła. To my kreujemy tempo opowieści, mamy na to wpływ.

Danuta zwierza się, że przydarzyło jej się coś tak strasznego, że do dziś nie przestaje o tym myśleć. Nie wiemy jeszcze, czy to dotyczy współczesności czy odległej przeszłości. Nasza ciekawość wzrasta.

Co ważne, autorka nie epatuje nas łzami, tylko pozwala wybrzmieć pełnym emocjom zdaniom. Sprawia, że chcemy dowiedzieć się, co było dalej.

 

Pani Danuta i Ewelina
Pani Danuta i Ewelina. Fot: Beno Benczew

Narracja jako element dramaturgii

 

Po tak zwanej główce reportażu pojawia się Ewelina i jej osobista historia. Zamierza dowiedzieć się prawdy, czegoś poszukać. Wiemy, że chce nas zabrać w podróż, w której ona będzie przewodnikiem i odkrywcą.

Wyobraźmy sobie w tym miejscu neutralnego lektora, który przeczytałby informację co to są Polenlagry. Czy to wzbudziłoby naszą ciekawość? Pewnie tak, ale na nie aż tak bardzo i nie u wszystkich. “Ech, znów ta historia i wojna”- powiedzieliby niektórzy. Nie czulibyśmy emocji autorki i tego, że to ona ma zamiar dowiedzieć się więcej. A dzięki osobistej opowieści, pragniemy być przy odkryciach reporterki.

Potem Ewelina konsekwentnie pojawia się w roli tej, która docieka. Opowiada nam do kogo dotarła, z kim się spotyka. Gdzie jest i po co. Ustala fakty, drąży temat. Posuwa akcję do przodu. Jednocześnie pilnuje, aby wszystko było na tyle klarowne, byśmy podążali bez przeszkód za tym, co się dzieje.

Bardzo ważne jest to, że doskonale przemyślała sobie pytania, które ma zadać urzędnikom. Zręcznie wplata w pytania liczby, które unaoczniają problem.

“Czy z sumy 20 mln na rewitalizację obiektu, zarezerwowano 100 lub 200 zł na tabliczkę upamiętniającą obóz?”- mniej więcej, tak brzmi jej pytanie

Mogła zapytać inaczej:

“Czy wydając tyle pieniędzy na rewitalizację, pomyśleliście chociaż o taniej tabliczce ?”

Zgodzicie się, że wydźwięk drugiego pytania nie jest tak mocny, jak tego pierwszego? Albo pytanie do prokuratora z IPN:

-“Czy spośród 1600 nazwisk, wytypowanych przez państwa, część dotyczy osób z Polenlagrów?”

-“Mamy także te” (nazwiska) – odpowiada urzędnik

Ewelina nie odpuszcza i dopytuje:

-“To ilu z Polenlagrów wytypowaliście?”

-“Nie mam takich danych”-ośmiesza się urzędnik

W innych miejscach Ewelina podaje ile jest teczek z aktami, ile było obozów, ilu więźniów.  Sama te wiadomości zebrała!

 

Jak budować opowieść?

 

To co tworzy dramaturgię, czyli napięcie w tej opowieści to kontrast pomiędzy pamięcią a niepamięcią. Dawni więźniowie Polenlagrów wracają w opowieściach do czasów wojny i towarzyszą im przy tym bardzo duże emocje. Ewelina dociera w miejsca, o których wspominają. Czasami sama, czasem z byłymi więźniami. Okazuje się, że nikt już nie pamięta przeszłości. Nie ma śladów fizycznych obozów, nie ma ich w pamięci zwykłych ludzi. O przeszłość nie dbają urzędnicy, nawet prokurator z IPN niewiele wie na ten temat.

Ten kontrast pomiędzy emocjami głównych bohaterów, a obojętnością społeczeństwa, poraża. Powoduje nasze zaangażowanie. Towarzyszymy Ewelinie gdy wędruje w kolejne miejsca, aby dołożyć kolejną cegiełkę do tej historii. Opowieść o przeszłości tak naprawdę zbudowana jest z okruchów pamięci. Czujemy jak niewiele trzeba, aby wszystko się zatarło, by nie pozostał żaden ślad po tym, co przydarzyło się aż 30 tysiącom ludzi.

Temat Polenlagrów należy do historii, ale w tej opowieści jest bardzo współczesny, bo pokazuje jak przeszłość łączy się z teraźniejszością. Reporterka wprowadza też elementy reportażu interwencyjnego. Wytyka luki urzędnikom, oskarża, ośmiesza. To nas wciąga!

 

Pan Alfred i Ewelina. Fot:Beno Benczew
Pan Alfred i Ewelina. Fot:Beno Benczew

 

 

Miejsca i ludzie – jak wprowadzać.

 

-Zabrać w teren

 

W pierwszej scenie Ewelina rozmawia z historykiem na miejscu dawnego obozu. Zwróćmy uwagę jak inaczej się go słucha, niż gdyby siedział za biurkiem. Tu opowiada z większym zaangażowaniem. Co najważniejsze, jego wypowiedź składa się tylko z faktów niezbędnych do zrozumienia historii. Ewelina nie pozwoliła na długi, nudny wywód historyczny. Nie pozwoliła na słowotok, na zasypanie nas naukowym żargonem, słowami, które nie budzą naszych emocji.

Z kolei zabranie na miejsce dawnych zdarzeń byłych więźniów, powodują, że odżywają w nich emocje, czasami trudne do opanowania. To nie jest tylko odtworzenie historii, to są uczucia odczuwane tu i teraz. Współczesne.

 

-Nagrywajmy wszystko

 

Ewelina nagrywa przy wychodzeniu z rozmówcami z domu, w aucie i przy wysiadaniu. Z takich drobiazgów montuje potem sceny, które zawsze coś znaczą.

Gdy wychodzi z domu z Panem Jackiem, on szuka kurtki, papierosów, kluczy. Potem w aucie tłumaczy, że nawet nie pamięta jak przywieziono go do obozu. Takie zdania, wyłuskane z wielu innych, budują tę opowieść. Rozbijają monotonię, pobudzają naszą uwagę. My jesteśmy tam z nimi: w domu, w aucie, czy na polu.  To nie są postaci ustawione jak na scenie, które wygłaszają swoje kwestie. To żywi ludzie.

Ewelina używa trzech sposobów na to, abyśmy wiedzieli z kim rozmawia i gdzie się znajduje:

– dowiadujemy się tego ze scen takich jak: domofon do księdza i wejście do niego, stukot ławek w kościele, słowa “Niech będzie pochwalony”. Ewelina komentuje co widzi lub zadaje na ten temat pytania. Dzięki temu od razu wiemy, gdzie jesteśmy.

-czasami koniec czyjeś wypowiedzi zapowiada z kim autorka będzie za chwilę rozmawiać albo dokąd się wybierze. Po słowach Danuty idzie do świętej figury, którą ta opisała. Po opowieści o szkole, jedzie jej szukać. Po rozmowie z Alfredem o ukaraniu sprawców przenosi sie do IPN-u.

-przedstawia rozmówców na tle dziejących się scenek (wychodzenie pana Jacka, szukanie kurtki, papierosów)

Dlaczego jest takie ważne to, abyśmy wiedzieli kto jest kim i gdzie jesteśmy? Bo wtedy opowieść płynie, a my za nią podążamy bez przeszkód, wciągamy się w nią. Nic nam nie umknie, bo nie zastanawiamy się: ale kim do licha jest ten człowiek, co teraz mówi?

 

Po co te sceny?

Można było zrobić z tych wszystkich nagrań montaż tzw gadających głów. Może nawet dosyć wartki, z pewną dramaturgią. Co byśmy wtedy stracili? Zanurzenie się w realnym życiu, możliwość zobaczenia głównych bohaterów na tle innych. Danuta, Jacek, Alfred są przepełnieni bólem i emocjami, a wokół nich żyją zabiegani, nie zainteresowani przeszłością ludzie. Starsi ludzie nie muszą tłumaczyć nam, że nikt nie pamięta strasznej historii. My tego dowiadujemy się poprzez reakację innych na pytania Eweliny.

Te scenki pokazują też, że jesteśmy na Śląsku, bo słyszymy gwarę. Od razu wiemy gdzie jesteśmy. To pobudza naszą wyobraźnię, zbliża nas do tego świata, skraca dystans. I oczywiście dynamizuje całość opowieści.

 

Jak budować opowieść z tempem?

 

Dwie minuty. Tyle trwa rozmowa z marszałkiem i jest to jedna z dłuższych rozmów tego reportażu. Ponieważ wcześniej Ewelina pokazuje zaniedbania urzędu w sprawie upamiętnienia obozu, w napięciu słuchamy pierwszej minuty wypowiedzi urzędnika. Gładkiej i banalnej. Ewelina zaostrzyła już naszą ciekawość i czekamy aż przyszpili urzędnika. Co też zgrabnie robi dobrym pytaniem z liczbami.

Mało jest 2-minutowych wypowiedzi w tym reportażu. Zwłaszcza takich, kiedy rozmówca siedzi wygodnie i opowiada. Większość rozmów jest krótsza i nagrywana jest w działaniu. To działanie (tzw dziejstwo), pojawia się naturalnie. To na przykład sceny w plenerze, na miejscu dawnych obozów. Albo Ewelina sama kreuje dziejstwo. Przykładem jest rozmowa z Danutą o rodzinnych fotografiach albo rozmowa u księdza, który szuka starych ksiąg. Trzeba być wyczulonym na wszystkie dźwięki, które są wokół nas, albo można samemu zaproponować przejrzenie zdjęć, pamiątek itp.

Zasługą autorki jest też to, że ludzie albo mówią o emocjach albo opowiadają obrazami, które utkwiły im w pamięci (opis bicia w szkole, opis larw w kapustach, niesienie trumny braciszka). Dlatego słuchamy z ciekawością, nie nudzimy się. Te historie przeplatane są nagraniami z terenu, oraz  narracją Eweliny i muzyką. Muzyka daje nam przestrzeń dla myśli, podkreśla nastrój, buduje atmosferę. Nie jest zwykłym ozdobnikiem. Czasami zdania jednej osoby rozbite są na kilka części, z pauzami podbitymi muzyką (Danusia na początku, ostatnia rozmowa w reportażu). Każde słowo jest ważne w tym reportażu. Precyzyjnie zmontowane, w dodatku tak, że tego montażu nie słychać. Dzięki tym wszystkim rzeczom opowieść się nie dłuży.

Gdy przytacza zeznania, które są długie i mogą spowolnić tempo, wprowadza pewien ciekawy zabieg. Po pierwszy dodaje drugi czytający głos, by uniknąć monotonii. A  potem wyciszeniami daje znać, że czytane są tylko fragmenty zeznań.

 

Tu był obóz w Kochlowicach. Fot: Beno Beczew
Tu był obóz w Kochlowicach. Fot: Beno Beczew

 

Puenta ma porazić

 

I mnie poraża. Wg mnie to najmocniejsza scena w tym reportażu. Dlaczego? Ewelina jest przepełniona chęcią odkrycia białych plam w historii. Na pewno emocjonalnie związała się ze swoimi bohaterami. Przeżywa ich tragedię. Przychodzi do kolejnej osoby, aby ocalić pamięć o tym, co było. A ta pani…. już nic nie pamięta.

Ile czasu nam zostało, by jeszcze coś ocalić? Czy trzeba to ocalić? I po co?

Od opowieści o wojnie Ewelina przeszła do rozważań o pamięci czy też niepamięci. Od szczegółu do ogółu. I tak powinno być. Nie ma tu gotowych odpowiedzi, nie ma łopatologicznego przesłania do ludzkości. Nie ma często stosowanego zabiegu: mocne, ważne zdanie końcowe na muzyce czy efekcie. 

Tym razem puentą jest przejmująco prawdziwa rozmowa, z której każdy z nas może wyciągnąć własne wnioski. Jesteśmy jej świadkami, tak jakbyśmy siedzieli w tym samym pokoju. 

Ta bliskość, którą Ewelina wytworzyła w reportażu wciąga nas i nie pozostawia obojętnym.

A to esencja dobrego reportażu.

Jeśli nie zgadzasz się ze mną, napisz. Chętnie podyskutuję. Może czegoś nie zauważyłam?

Hanka

Only registered users can comment.

  1. Bardzo ciekawy tekst. Zwykle czytamy czy oglądamy materiały już gotowe, co za tym idzie rzadko zastanawiamy się nad tym, jak tekst czy film powstaje – jak buduje się dramaturgię i czy dane środki wyrazu zostały zostasowane poprawnie czy nie.
    Powyższy wpis rozśwetla temat. Teraz na reportaże spojrzę z nieco innej perspektywy. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *