Torba Reportera i Podcastera

Jak przygotowywać prowokacje dziennikarskie?

Opublikowane przez Hanna Bogoryja-Zakrzewska w dniu

dziennikarska prowokacja

Tematy leżą na ulicy – to prawda, choć trzeba się postarać, by je zauważyć. Łatwo jednak przejść obok nich. Przede wszystkim trzeba słuchać innych, rozmawiać z nimi, a z czasem trafi się na perełkę. I o takiej perełce za chwilę. Właśnie tym wpisem na bloga Hani i Kasi „TORBA REPORTERA”, dołączam do pełnych pasji reportażystek radiowych.

Reportaż telewizyjny a radiowy – czym się różnią?

Pisać będę przede wszystkim o kulisach pracy nad reportażem telewizyjnym. O prasowym i radiowym również będzie co nieco, bo jako freelancer z niejednego pieca… Jednak realizacja reportaży w telewizji to coś zupełnie innego. Przede wszystkim nie ma komfortu nagrywania rozmów przez wiele godzin. A jest to potrzebne, by bohater zaczął ufać,  otworzył się i powiedział to, co tkwi w nim głęboko. Wtedy  pojawiają się emocje, a bez nich nie ma opowieści. O dotarcie do korzeni, tego, co się działo z rozmówcą i pokazanie istoty rzeczy, moim zdaniem – prasowcom i radiowcom o wiele łatwiej.  Najważniejszy jest jednak pomysł na reportaż. Reszta to już „drobnostka”- trzeba tylko dać z siebie wszystko i gdy szczęście oraz warsztat dopiszą – powstaje perełka. Tak było ze szlaufami, czyli tzw. galeriankami, głośnym zjawisku nieletniej prostytucji. Historią, o której mówiła cała Polska, sprawie, która wstrząsnęła prasą w Europie i w Stanach Zjednoczonych min. od International Herald Tribune, po telewizje: amerykańską ABC i włoską Rai Uno.

Prowokacja dziennikarska – przykład

Pomysł na reportaż o prostytuujących się nastolatkach musiał być poparty konkretem, dowodem na to, że „miłość” jest przykrywką okrutnej prawdy – chęci posiadania przez 12-14- letnie uczennice modnej torebki, szykownych ciuchów, wyszukanych kosmetyków, drogich telefonów komórkowych. To nimi – oprócz jazdy drogim samochodem „sponsora” mogły pochwalić się przed koleżankami, zaimponować im. Aby to udowodnić musiałem uciec się do prowokacji i nakręcenia ukrytą kamerą gimnazjalistki wraz ze sponsorem. I tu pomogła przyjazna dusza, czyli jedna z uczennic, która chciała pokazać wyuzdanie i beztroskę swoich koleżanek z ławki szkolnej. Jeszcze przed prowokacją musieliśmy z ekipą i przyjazną informatorką, omówić szczegóły realizacji zdjęć. Tu na improwizowanie nie było miejsca. Trzeba było ustalić usytuowanie obiektywu ukrytej kamery, czyli gdzie ją  schować, tak by nakręcić twarz rozmówczyni i dobrze nagrać jej głos.

dziennikarska prowokacja

PROWOKACJA 1, czyli umawianie się „na sponsora”.

NA PAPIEROSKU

Każdego dnia, ok. pół godziny przed zajęciami gimnazjalistki umawiały się na papieroska, na podwórku kamienicy sąsiadującej z ich szkolą. Właśnie wtedy moja informatorka miała ustalić szczegóły i termin mojego spotkania, czyli sponsora z jej koleżanką. Ta nie ukrywała, że marzy o drogim telefonie komórkowym, a właśnie tylko sponsor mógł sprostać tej zachciance. Miał go kupić w zamian za intymne spotkania.

Przy takich prowokacjach i zdjęciach kamerą ukrytą trzeba – jeśli to tylko możliwe – kręcić sceny z kilku miejsc. Pierwsze to kamera ukryta z obiektywem i mikrofonem przyklejonym do wewnętrznej strony swetra mojej informatorki. Oczko obiektywu kamery i mikrofon zbierały obraz i dźwięk przez „oczka” swetra mojej informatorki. Kamera ukryta bywa jednak zawodna, bo to często sprzęt niskiej klasy, wrażliwy na warunki atmosferyczne. Tego dnia był mróz, padał śnieg. W każdej chwili mógł paść akumulator w urządzeniu nagrywającym, ukrytym w torbie,  a przecież niemożliwa byłaby wymiana tego akumulatora na oczach rozmówczyni. Scenę spotkania dziewcząt na papierosku kręcił też zawodowy operator z odległości ok. stu metrów. Ukrył się w zaułku budynku naprzeciwko kamienicy, przy której uczennice omawiały szczegóły spotkania ze sponsorem. Dodatkowo moja zaprzyjaźniona informatorka miała ukryty za kołnierzem kurtki mikrofon bezprzewodowy, który przekazywał dźwięk na kamerę po drugiej stronie ulicy. To wystarczyło, choć też wiązało się z ryzykiem zakłóceń od wiszących nad ulica przewodów elektrycznych i urwaniem dźwięku. Wadą bezprzewodowego mikrofonu jest także zanikanie dźwięku, gdy osoba nagrywana znajdzie się np. za grubym, żeliwnym murem. W tym przypadku obraz i dźwięk nie musiały być jednak najwyższej jakości, bo i tak ze względu na ochronę wizerunku, nie mogłem i nie chciałem pokazywać twarzy gimnazjalistek. Ich twarze i głosy nie mogły być rozpoznawalne. Obraz został zamazany, dźwięk zniekształcony, a rozmowę dziewcząt słowo po słowie wypisał montażysta podczas tzw. postprodukcji już na gotowej wersji reportażu. Podczas nagrania dziewczęta nie zauważyły niczego niepokojącego. Sprawnie ustaliły szczegóły „miłosnej” transakcji. On tj. sponsor kupi smartfona, ona będzie umawiać się z nim na intymne spotkania. Pierwsze – zapoznawcze – już za kilka dni we wskazanej przez sponsora kawiarni.

dziennikarska prowokacja

PROWOKACJA 2, czyli seks za telefon

W KAWIARNI

To był najważniejszy element reportażu. Nakręcenie sceny pierwszego spotkania gimnazjalistki ze sponsorem. Dowód na nieletnią prostytucję. Trzeba było zrobić wszystko, by ujęcia filmowe i nagrania dźwięku były bez zarzutu. Tym razem sceny nagrywane były aż przez trzy kamery i mikrofony. Specjalnie na to nagranie, znajomy udostępnił górne piętro kawiarni, tak byśmy byli sami, by nikt i nic nie mogło nam przeszkodzić w spotkaniu   

Operator kamery nr 1 (zawodowej) kręcił zdjęcia przez szybę z kabiny samochodu, po to by zarejestrować scenę przywitania przed kawiarnią, jeśli tylko będzie taka potrzeba. Jednocześnie kamera rejestrowała dźwięk z bezprzewodowego mikrofonu, który miałem ukryty pod koszulą. Kolejną kamerę – ukrytą – miałem przy sobie. Rejestrator w torbie, a obiektyw kamery ukryłem w miejscu po guziku koszuli. Był jego imitacją. Dźwięk zbierał mikrofon ukryty w pasku niewielkiej torby, którą postawiłem na blacie stołu. To niezbyt wyszukany sposób ukrycia sprzętu „szpiegowskiego”, ale na tyle pozwalały możliwości finansowe i techniczne stacji telewizyjnej, dla której realizowałem ten reportaż. Trzecia, małej wielkości kamera, ukryta w niewielkiej torbie, wisiała na wieszaku na ubrania w sali kawiarni. Jej obiektyw był skierowany na stolik, który wybrałem na to spotkanie.

Początek nagrania zapowiadał się źle. Dziewczyna w ostatniej chwili postanowiła nie wchodzić do kawiarni. Gdy przeszła na drugą stronę ulicy, podbiegłem do niej i przekonałem do spotkania w kawiarni obiecując smaczne lody, ciastko i kawę. Poskutkowało. Potem poszło już jak po maśle. Dziewczyna grzecznie pozwoliła zaprowadzić się do wybranego wcześniej przeze mnie stolika. Przypomnę, że właśnie w to miejsce skierowany był obiektyw kamery wiszącej na wieszaku. Obraz oraz dźwięk z obiektywu i mikrofonu schowanego w guziku koszuli i w torbie był wystarczającej jakości. Ten sprzęt okazał się niezawodny. Podobnie, wszystko, łącznie z dźwiękiem, nagrała kamera umieszczona na wieszaku. Ujęcia z dwóch kamer (w guziku i z wieszaka) dały o wiele większe możliwości urozmaicenia montażu sceny spotkania sponsora z uczennicą. Nie sprawdził się jedynie mikrofon bezprzewodowy ukryty pod moją koszulą, który wysyłał dźwięk do kamery profesjonalnej obsługiwanej przez operatora w samochodzie. Dźwięk zniknął. Nie przeniknął przez grube mury budynku, w którym była kawiarnia.

Jaki był finał? 14-latka zgodziła się na spotkania intymne z 40-latkiem. Prosiła jedynie, by odbywały się w hotelu, tak by tato nie zobaczył jej na ulicy z obcym mężczyzną. Prezent tj. smartfona miałem przynieść na nasze najbliższe, hotelowe spotkanie. Jedyną jej refleksją, gdy podałem swój wiek było: „O, jesteś w tym samym wieku co mój tato”!

Gdyby nie prowokacja, trudno byłoby w to wszystko uwierzyć.

Adam Bogoryja-Zakrzewski

Reportaż „Szlaufy” można znaleźć na stronie www.polskieradio.pl/reportaz

Zachęcamy też do polubienia na FB Studia Reportażu i Dokumentu PR


4 komentarze

Ula H. · 23 stycznia 2018 o 17:55

Określenie “prowokacja dziennikarska” bardzo źle mi się kojarzy. Kiedyś padłam ofiarą takiej prowokacji dziennikarskiej i o mały włos nie straciłam pracy. Dobrze jest, gdy dziennikarz, wykonując swoją pracę nie nadużywa zbytnio zaufania ludzi, dzięki którym zdobywa informacje. Pozdrawiam 🙂

Hanna Bogoryja-Zakrzewska · 23 stycznia 2018 o 19:17

Zgadzam się. Uważam, że powinno się uciekać do takiej metody naprawdę w ważnych społecznie przypadkach, gdy nie ma innego wyjścia. W czasie gdy powstawał ten reportaż, zjawisko prostytucji gimnazjalistek w galeriach handlowych był tematem kompletnie nieznanym wśród dorosłych. Oni wręcz nie wierzyli, że to możliwe. Ewentualnie myśleli, że dotyczy to rodzin patologicznych, czyli dzieci alkoholików, narkomanów itp. Prowokacja miała pokazać jak jest naprawdę. Ale i w reportażu radiowym i w telewizyjnym nie można zidentyfkować dziewczyny, która była bohaterką prowokacji. Zmieniliśmy jej głos, twarz została zamazana, nie pada imię. Bo nie chodziło o wskazanie palcem, że tylko ta jedna dziewczyna tak myśli, ale pokazanie zjawiska. Poza tym nagrywana była bez uprzedzenia i w dodatku nieletnia. Inna sprawa, że jej koleżanki, szukające sponsora, w dniu emisji reportażu w telewizji zapraszały w szkole nauczycieli i uczniów do oglądania programu z ich udziałem. Chyba były niezadowolone z zamazania twarzy.

Adam · 24 stycznia 2018 o 21:21

Po spotkaniu w kawiarni “sponsora” z gimnazjalistką ujawniłem swój zawód i powód nagrania. Zawsze po nakręceniu zdjęć kamerą ukrytą proponuję oficjalny wywiad. Tym razem także przekonywałem gimnazjalistkę do nakręcenia rozmowy przed kamerą z zachowaniem anonimowości rozmówczyni czyli, tak by jej postać była nierozpoznawalna tj. z zakrytą twarzą i zniekształconym dźwiękiem, na temat kontaktów intymnych młodych 12-14-letnich uczennic ze starszymi mężczyznami. Dziewczyna odmówiła dalszej rozmowy.

Johng304 · 12 marca 2018 o 02:33

Nice post. I was checking constantly this blog and I am impressed! Extremely useful information specially the last part aefdgedcdded

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *