Dokumentacja | Reportaż | storytelling | Sztuka rozmowy | Uncategorized

Jak wyciągnąć tzw. mięso?

4 listopada 2018

Jak wyciągnąć tzw. mięso?

 

Jak rozmawiać, by wydobyć to, co najważniejsze? By nie dopuścić do tzw. paplaniny, potoku słów, które niewiele wnoszą? To problem, z którymi stykają się nie tylko młodzi reporterzy. Dziś Adam, dawniej dziennikarz “Interwencji” w Polsacie, podaje swoją metodę.

 

 

 

Adam Bogoryja-Zakrzewski
Adam Bogoryja-Zakrzewski

Zanim jednak przeczytacie, to, co napisał Adam, ja dopiszę kilka zdań, jako jego żona i realizator jego radiowych reportaży:)

Adam, chyba nieświadomie, działa metodą, którą Kasia Błaszczyk nazwała “na misia”. Duże zdziwione oczy, zatroskana mina i rozmówca od razu chce pomóc dziennikarzowi. Wytłumaczyć jak najlepiej. Bo Adam nie zgadza się na to, byśmy jako odbiorcy wyczuwali coś intuicyjnie. Musi być konkret. I pyta tak długo, aż zrozumie każde wypowiedziane słowo. I będzie opowiedziana ciekawa historia. A rozmówcy zazwyczaj się nie denerwują, bo on jest taki “biedny misiu”. A nawet jak się zdenerwują, że zbyt długo ich wypytuje, to też jest dobrze, bo pojawiają się emocje.

Ostatnio w Portugalii gdy zapytał kelnera o nazwę wina, które mu smakowało, dostał w prezencie całą butelkę. Ma w sobie to coś!

 

 

A teraz zapraszam do lektury jego tekstu:

 

Trafiamy na rozmówców, którzy albo nie chcą powiedzieć tego co najważniejsze, albo nie mają nic do powiedzenia. Niektórzy w obawie o reakcję swojego szefa, używają wyszukanych słów do opisania prostych zdarzeń. Ich zdania brzmią nienaturalnie, nawet śmiesznie. Najchętniej wyrzuciłoby się takie nagrania do kosza. Z tym sposobem wysławiania się kojarzę szczególnie osoby kilku profesji:

 

 

Polityk: To często trudny przeciwnik, który doskonale zdaje sobie sprawę, że reporter ma mało czasu na antenie. W dodatku może opublikować jedynie krótką, treściwą wypowiedź. Polityk często świadomie buduje długi wywód, by wymusić jak najdłuższy czas zaistnienia na antenie. Mówi długo i niekonkretnie, bo niewiele ma do powiedzenia. Lub nie chce powiedzieć tego co istotne.

 

 

Prokurator, policjant: To specyficzny rozmówca, który po włączeniu kamery, mikrofonu nagle ze “swojskiego”, konkretnie i dobitnie mówiącego mężczyzny, zamienia się często w urzędnika. Wygłasza wyuczone formułki. Buduje kilka zdań o tym, co można zawrzeć w jednym.

 

Dyrektor, urzędnik: Patrz jak wyżej. Nieprzyswajalny żargon zawodowy. Czasami używa wyszukanych słów do opisania prostych sytuacji.

 

Lekarz: bardzo często popada w zawodowy slang. Trudno mu zrozumieć, że nawet najprostsze- jego zdaniem – określenia medyczne, będą niezrozumiałe dla Polaka szaraka.

 

I w końcu: szary człowiek. Jemu też zdarza się wpadać w słowotok. Używać wyklepanych formułek. Mówić o zwykłych sprawach słowami, których nie użyłby w zwykłej rozmowie. Przed mikrofonem, kamerą chce wypaść mądrzej, czasami kontroluje i cedzi każde słowo.

 

Jak reporter ma sobie z tym poradzić? Jak rozmawiać?

 

Przede wszystkim nie zrażać się sposobem wysławiania się rozmówcy.

Zachować naturalność i z uśmiechem wytłumaczyć mu, by mówił jak do mamy, osoby bliskiej, którą darzy szacunkiem. Wtedy każdy go zrozumie. Taki argument czasami skutkuje.

 

Pytać o sprawę najważniejszą kilka razy. Oczywiście za każdym razem inaczej podprowadzając pytanie. Stwarza to szansę na nagranie lepszej wypowiedzi, choć wieloktrotne odpowiadanie na to samo pytanie może denerować. Wtedy wystarczy kilka słów wyjaśnienia i nikt robi problemu z powtórki. Czasami okazuje się, że właśnie w kolejnej wersji odpowiedź jest pełna prawdy. W tej poprzedniej rozmówca usiłował ukryć co nieco.

 

Gdy nasz bohater mówił długo i nieskładnie, a wywiad dobiegł do końca, można poprosić o powtórkę – w skrócie. Czasami to daje dobry efekt. Jest czytelniej, bardziej składnie i krócej, co przy montażu ma znaczenie.

 

Najważniejsze jest jednak, by reporter wiedział o co pyta i dlaczego. Dążył do clou sprawy.

 

Gdy rozmówca zorientuje się, że dziennikarz jest przygotowany, powie mu więcej i lepiej. Do tego warunek niezbędny – umiejętność słuchania i reagowania na to co usłyszymy.

Nieprzerywania. Gdy pojawi się nieprzewidziany a istotny nowy wątek, trzeba iść za nim, ale pamiętać jednocześnie o temacie rozmowy i wrócić do niego.

 

Często rozmówca, gdy już się “wygada” sam dojdzie do pointy, doda istotną uwagę. Praktyka pokazuje, że nie wolno zwijać sprzętu (kamery, mikrofonu wraz końcem wywiadu). Niemal zawsze najciekawsze słowa padają, gdy rozmówca jest przekonany, że wywiad już się skończył. Wtedy sam, w kilku zdaniach i – co ważne – w naturalny sposób, mówi to co najważniejsze. Przetrawia w sobie temat rozmowy i wyrzuca z siebie już przemyślane uwagi. Operator musi być wykazać się czujnością i włączyć wtedy kamerę. Podobnie reportażysta radiowy musi mieć magnetofon na stand bay’u, by uruchomić go w każdej chwili. Rozmówca z reguły zgodzi się także na wykorzystanie tego fragmentu. Na taką reakcję możemy liczyć niemal zawsze, zwłaszcza gdy widzi nasze zaangażowanie i zainteresowanie tematem rozmowy.

 

Gdy jednak rozmówca o istocie sprawy powiedzieć nie chce, to jedynym sposobem na jej upublicznienie jest zawarcie w pytaniu niewygodnej dla niego treści. To sposób na przekazanie słuchaczowi, widzowi, czytelnikowi ważnej informacji, niezależnie od tego jaka będzie na nią reakcja rozmówcy. I co ważne. Treści naszego pytania nikt nie może autoryzować, a to oznacza, że nasz rozmówca nie może go zmienić.

 

Gdy zagra wszystko: nasza wiedza, zainteresowanie tematem, szacunek dla rozmówcy i gdy dopisze nam szczęście, możemy dostać od niego prezent. Taki sprawił mi ostatnio prokurator. Najpierw przez ponad pół godziny mówił tak, by nic nie powiedzieć. Budował długie, okrągłe zdania, z których niewiele nowego nie wynikało. Zmęczony tym gołosłowiem zatrzymałem nagrywanie. Powiedziałem o swoich odczuciach dotyczących prowadzonego postępowania i podejrzanych w śledztwie. Wtedy w prokuratorze coś pękło. Nadal mówił “dookoła” do mikrofonu, ale jednocześnie …chwycił za długopis. Po każdym moim pytaniu dotyczącym przyczyn przestępstwa i podejrzanych, dopisywał na kartce krótki komentarz do moich pytań): “dobrze pan myśli”, “to właściwy trop”, itd. W ten sposób udało się podczas nagrania wywiadu przekazać informacje, których prokuratorowi nie wolno było podać, ze względu na toczące się śledztwo.

Oczywiście obowiązywała mnie dżentelmeńska umowa nieujawnienia kulis tego wywiadu.

 

 

Gdy już zyskamy w prokuratorze “przyjaciela”, ten potrafi dorzucić nam jeszcze inny cenny podarunek: nazwiska oraz adresy podejrzanych i osób poszkodowanych danego śledztwa. A wszystko anonimowo i dla dobra sprawy.

 

 

Adam Bogoryja-Zakrzewski

xxx

Only registered users can comment.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *