#69 Jak rozmawiać, żeby usłyszeć prawdę?-kulisy reportażu o aborcji

#69 Jak rozmawiać, żeby usłyszeć prawdę? Kulisy reportażu o aborcji.

Jak przeprowadzić rozmowę, by bohater chciał naprawdę się otworzyć? Jak rozmawiać o tematach, które budzą emocje, ból i kontrowersje? W najnowszym odcinku podcastu „Torba reportera i podcastera” rozmawiam ze swoim mężem, Adamem Bogoryja-Zakrzewskim, o kulisach pracy nad reportażem „W ukryciu” . To opowieść o kobietach, lekarzach i decyzjach podejmowanych w cieniu zaostrzonego prawa aborcyjnego.

To odcinek o zaufaniu, empatii i warsztacie reportera, który mierzy się z trudnymi emocjami swoich rozmówców. Posłuchaj, jak rozmawiamy o:

  • zdobywaniu zgody i zaufania bohaterów,

  • rozmawianiu o tabu i cierpieniu,

  • odpowiedzialności za słowo

  • emocjach towarzyszących tworzeniu reportażu o aborcji.

jak-rozmawiac

Jeśli interesuje Cię reportaż audio, dziennikarstwo społeczne lub chcesz wiedzieć, jak rozmawiać, żeby usłyszeć prawdę – ten odcinek jest dla Ciebie.

Posłuchaj: Spotify, You Tube, iTunes, Castos.

Tu posłuchasz reportaży o których rozmawiamy:


„W ukryciu”

„Biały fartuch, czarne paragrafy”

Zapraszamy do współpracy z nami jeśli masz pomysł na repoprtaż lub dokument. Pomagamy stworzyć dobre audio. Napisz: torbareportera@gmail.com

TRANSKRYPCJA

Jak myślisz o reportażu „W ukryciu”, reportażu, który ostatnio nagraliśmy wspólnie, to która scena przychodzi ci do głowy?

Ta, w której napięcie sięgnęło Zenitu. Scena w gabinecie. Żony i jej męża, którzy musieli rozstrzygnąć poważny problem.

Zaskoczyłeś mnie. Ja zupełnie inną scenę pamiętam, ale o tym opowiem po dżinglu.

Dżingiel

Witam serdecznie. Hanna Bogoryja Zakrzewska. „Torbę” prowadzę wspólnie z Katarzyną Błaszczyk. I obie jesteśmy dziennikarkami radiowymi, reportażystkami radiowymi. Oczywiście też podcasterkami i trenerkami. I chociaż już w radiu nie pracujemy ładnych kilka lat, to nadal te reportaże radiowe, reportaże audio nagrywamy.

I dzisiaj wspólnie z moim mężem, Adamem Bogoryja Zakrzewskim, który pracuje w Polskim Radiu i przygotowuje reportaże dla Programu Pierwszego i Trzeciego PR, porozmawiamy o naszym wspólnym nagraniu, o naszym wspólnym audiodokumencie, po to, żeby opowiedzieć o kulisach tej pracy reporterskiej.

Ze swojego doświadczenia wiem, że to jest bardzo po pierwsze interesujące dla słuchaczy, ale też bardzo inspirujące.

Dokładnie. Cztery lata temu przyszedł pomysł do głowy i wtedy po raz pierwszy prosiłem doktora Janusza Rudzńskiego, byłego ordynatora tego Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala w Prenzlau, o to, by umożliwił nam spotkanie, rozmowy z pacjentkami.

I to było niemożliwe. I nagle okazało się, dwa lata temu, że znowu szukamy. Że znowu szukamy. A rok temu pani doktor, obecna ordynator, powiedziała tak, pomogę.

Jakich pacjentek szukaliśmy? Adam od samego początku, kiedy były manifestacje, demonstracje związane z ustawą aborcji, towarzyszył z mikrofonem tym wydarzeniom. Dokładnie pięć lat temu Czarna Marsze osiągnęły swoje apogeum, bo wtedy Trybunał Konstytucyjny zaostrzył prawo aborcyjne i zabronił usuwania ciąży z powodu wady płodu.

Ja natomiast pamiętam, bo ja nie nagrywałam tych sytuacji, ty biegałeś, pamiętam, z mikrofonem cały czas i dokumentowałeś.

To taka jest nasza rola dziennikarzy, prawda? Że nie wiemy jeszcze, czy będzie z tego reportaż, czy będzie z tego opowieść, ale trzeba nagrywać. Ale wtedy mój ówczesny kierownik, kierownik ówczesnej zmiany, dobrej zmiany, spytał, a kto cię tam wysłał? Powiedziałem, że sam cię wysłałem.

Natomiast później dalej się działo, bo ciągle można było znaleźć w prasie dosyć drastyczne przykłady na to, co się dzieje z tymi kobietami, które zachodzą w ciążę i zastanawiają się, co mają zrobić w tej sytuacji. Ja pamiętam, że czytałam kilka takich opowieści o pojedynczych losach i myślałam sobie, że tam jeszcze jest dla mnie za mało, że ja chciałabym się dowiedzieć więcej o tej sytuacji, ale też, że to jest bardzo znaczące, że o tym trzeba mówić.

I wtedy jakoś rozmawialiśmy też wspólnie, że może i nawet z Kasią Błaszczyk też rozmawiałam i chcieliśmy znaleźć takie osoby. I ty chciałeś i myśmy chciały, myśmy obdzwoniły, pamiętam, organizacje różnego rodzaju, fundacje.

A swoim zwyczajem, zresztą Kasia też, rozpuściłyśmy wici wśród przyjaciół, wśród znajomych.

Nie udało się pomimo nawet dobrej chęci jednej z twórczeń przychodni aborcyjnej „Abo tak”, która sama widząc zaangażowanie i sens tej roboty, powiedziała „Zapytam, zapytam dziewczyny, które decydują się na aborcję” i była cisza.

Ale powiedz jak to się stało, że w końcu udało się na nie trafić, bo to jest tylko i wyłącznie twoja zasługa.

Nie, nie, uważam, że to jest zasługa pani doktor Marii Kubisy, która widząc co się dzieje w kraju, do jakiej desperacji dochodzi u kobiet, które przyjeżdżają do Niemiec. Czasami, o czym jest mowa w reportażu, nie mając pieniędzy na hotel, biorą pierzyna i śpią w samochodzie, po to, żeby im można było zakończyć tę ciążę w Niemczech, bo w Polsce lekarze boją się. Boją się oskarżenia o pomocnictwo i wielu ginekologów położników po prostu odmawia albo zataja informacje, albo podaje je zbyt późno, by można było zdecydować o zakończeniu ciąży.

Odwołałeś się tutaj do tego naszego reportażu w ukryciu, który miał premierę dokładnie dzisiaj w radiowej Trójce, który prowadzi klub Trójki, audiodokument w Trójce, prowadzi go Anna Dudzińska. Dziękujemy za zaproszenie.

I teraz ten reportaż jest także w podcaście. Link do tego reportażu, do miejsca, gdzie można go posłuchać, będzie oczywiście w opisie do tego odcinka.

Ale wracając do doktor Maryi Kubisy, bo jak to się stało właściwie, że z nią rozmawiałeś? Dowiedziałem się o niej podczas otwarcia przychodni, albo tak w Warszawie. Była tam jedna z działaczek w Szczecinie, wspomniała mi o pani doktor bardzo zaangażowanej w pomoc kobietom, a wcześniej już słyszałem o właśnie jej sytuacji, o oskarżeniu przez prokuraturę za pomocnictwo w aborcji.


I to zabolało, ponieważ ta pani doktor uratowała życie wielu kobietom. Pomogła im wyjść z bardzo trudnych sytuacji, z którymi nie potrafili, albo nie chcieli poradzić sobie inni lekarze.

Możesz powtórzyć? Z którymi nie potrafili, albo nie chcieli poradzić sobie inni gienekolodzy położnicy. I ta jej odwaga osobista, bo przy okazji powstał inny dokument, „Human Story” o pani doktor. „Biały fartuch, czarne paragrafy”.

Link do tego reportażu oczywiście także w opisie do tego odcinka.

Po kilku rozmowach telefonicznych powiedziała tak, znajdę, nakłonię, poproszę pacjentki, żeby z panem porozmawiały.

No dobrze, ale jak myślisz, co zadziałało?

Słyszała pełne zaangażowanie i szczerość w tym, co mówię. I przesłanie było jasne. Działamy we wspólnej sprawie.

I później było tak, że pani doktor, znalazła pierwszą bohaterkę tej naszej opowieści, panią Beatę, która już była po aborcji. I ja pamiętam, że tak sobie pomyślałam, że przecież nie do końca nam o to chodziło. Myśmy chcieli spotkać osobę, która dopiero zamierza to zrobić. Ale ponieważ pani doktor powiedziała, że historia tej osoby jest bardzo, bardzo ciekawa i w dodatku prosi, żebym ja akurat, ja byłam wtedy w Kołobrzegu, na czym ja byłam? Na warsztatach, tak? Więc mogłam skoczyć do Szczecina po zakończonych warsztatach, więc żebym ja rozmawiała bardzo taktownie i ostrożnie z panią Beatą, ponieważ ona bardzo dużo przeszła.

I nie możemy niestety puścić fragmentów tej rozmowy, ale zapraszam do słuchania.

W pewnym momencie byłem przerażony tym, co słyszę. Ponieważ to nie jest dokument, tak jak ileś osób może powiedzieć o aborcji, o tym czy za, czy przeciw, a o strachu.

O strachu tych kobiet stawianych przez część lekarzy w sytuacji bardzo trudnej, zagrażającej życiu tych kobiet. Więc to są poważne sprawy. Tu już granica została przekroczona, skoro dochodzi do takich sytuacji.

Gdyby ktoś z nami siedział, kto był, kto mógł zadawać pytania, zadałby pytanie, jak to się stało, że pani Beata opowiedziała tę historię. Jak wyglądało to nagranie? Ono tak naprawdę nie różniło się jakoś szczególnie bardzo od innych nagrań reporterskich, bo w zasadzie ja i chyba wszyscy reportażyści zachowujemy się podobnie. To znaczy jedziemy, żeby posłuchać, żeby zrozumieć, żeby nie oceniać, żeby nie przerywać, żeby dać tej osobie przestrzeń do tego, aby mogła się podzielić tym swoim doświadczeniem i emocjami.

I tutaj miałam taką sytuację, że widziałam, że pani Beata jest bardzo, bardzo stremowana. Że bardzo by chciała opowiedzieć tę historię. Myślę, że kierowała nią wdzięczność do pani dr. Marii Kubisy. Czyli ta pani doktor tutaj jest w ogóle najważniejsza w tej całej historii, bo dzięki niej to wszystko się dzieje. Ale ja to wyraźnie czułam, że gdyby nie ona, to pewnie pani Beata by nie zgodziła się na tę rozmowę.

I na końcu zapytała mnie jeszcze, pamiętam po tych kilku godzinach, że ona, to wielu rozmówców tak marzy, ona właściwie to nie wie, co mi tam mówiła i ona nie wie, czy nie powiedziała mi za dużo, czy jeżeli coś będzie źle, czy będzie mogła powtórzyć.

I myślę, że tutaj było coś takiego, co spowodowało, że później ja czułam takie zaufanie, że mam z jej strony także, że mi ufa.

Bo ja powiedziałam, okej, ja pewnie przyjadę jeszcze raz do Szczecina na nagranie do dr. Marii Kubisy. Być może właśnie spotkamy inne pacjentki i ja wtedy do pani przyjdę i możemy dograć to, co pani będzie chciała, jak pani ochłonie.

Ta uczciwość się, ta uczciwość popłaca. Naprawdę bo procentuję potem.

No i dzwoni pewnego dnia pani doktor i mówi, że ma kolejne pacjentki, właściwie jedną, której odmówiono aborcji w Czechach ze względu na to, że to jest bardzo, bardzo złożona sprawa u tej pacjentki. I że zapraszam. To był bardzo trudny zabieg. Taka była historia pani Iwony. I myśmy pojechali do Szczecina, żeby pojechać do Prenzlau z panią doktor i być… I poznać panią Iwonę, poznać tę pacjentkę.

Ja się tego spodziewałam, no bo czego więcej mogłam się spodziewać. Myślałam tylko o tym, że fantastycznie, że pani doktor zgodziła się, żebym wsiadła do samochodu z nią rano, żebyśmy razem jechały do szpitala, bo to była okazja, żebyśmy się poznały, bo przecież ja jej nie znałam wtedy w ogóle, telefonicznie też bardzo krótko ja rozmawiałam, bo to ty prowadziłeś te rozmowy. Pomyślałam jeszcze, że pewnie wejdę do tego szpitala niemieckiego i skoro pani Iwona zgodziła się na rozmowę, to pewnie gdzieś krótko nagram na korytarzu rozmowę i że to będzie wszystko. Tak sobie myślałam, że tak to będzie wyglądało.

I tutaj jest ta scena, ty mi opowiedziałeś scenę na samym początku tego podcastu, która tobie zapadła w pamięć, a mi zapadła ta scena, kiedy czekamy na panią doktor, czyli początek naszego audiodokumentu, kiedy stoimy w tej jakiejś, nie wiem, takiej wielkiej ciszy i trochę w takim, kiedy dopiero się pojawia słońce i dzień, więc to jest taka granica, szarość, prawda?

Przechodząca, tak, szósta rano, że mówiliśmy szeptem. Głupio było, bo to takie osiedle domków jednorodzinnych, że może kogoś obudzimy.

Później jak tego słuchałam, pomyślałam ojej, to musi być początek reportażu. I takie napięcie, czy jest właśnie ta szósta rano, za chwilę przyjdzie pani doktor, jaka ona będzie, bo przecież jej nie znamy.

No i było tak, że ja jechałam jednym samochodem z panią doktor i dużo z nią rozmawiałam i się okazała bardzo otwartą osobą i taką, no, szczerą do bólu w sumie. Nie było takich pytań, że ona na to pytanie mi nie odpowie, albo na przykład czasami jest tak, że rozmówca odpowiada na pytania, mówi „Ale tego proszę nie puszczać, bo to jest niewygodne”. Ona nawet odpowiedziała na pytanie, że szpital i dyrekcja, niechętnie widzi dziennikarzy. To w takim razie, czy ja tam powinnam nagrywać? Nie powinna się pani afiszować.

A ty w tym czasie jechałeś za nami samochodem. No i teraz podjeżdżamy pod ten szpital i taka sytuacja, okej, jesteśmy tutaj we dwoje. W holu stoi kilka kobiet, trochę przestraszonych. No i doktor mówi, że to właśnie pacjentki.

Tak, bo w obcym kraju, wszyscy po niemiecku, one nie. I już czekają jakiś czas na panią doktor, bo za chwilę ma się rozstrzygnąć ich los. A na dworze zimno. A na dworze zimno, ja pamiętam, że to był jeden z zimniejszych dni, następnego dnia było wiele cieplej. Marzec. Marzec, no tak.

I zdecydowaliśmy, okej, ja muszę iść z tymi kobietami, ja muszę iść z panią doktor. A ty Adam, co chcesz? Albo jedź do Szwedt do pana doktora, albo usiądź w samochodzie?

No myślałem o tym, żeby właśnie pójść się przespać, bo pora była trochę nieprzyzwoita. Zwłaszcza, że o 6 rano już byliśmy na nogach, by rozpocząć nagrania z panią doktor. I tu stała się rzecz właśnie, albo można to nazwać nosem dziennikarskim, albo jakimś którymś zmysłem, bo powiedziałem nie, pójdę sobie przed szpital.

A przed szpitalem stoi dwóch panów, mężowie tychże pacjentek i rozmawiają o tym, co się dzieje. Mało orientują się, że jestem dziennikarzem, więc ukrywam mikrofon i rozmawiam z nimi. Ukrywasz mikrofon na ich prośbę, bo oni mówią, że nie chcą być nagrywani, nie w sensie, że ukrywasz i grasz ukrytym mikrofonem całkowicie bez ich wiedzy. Tak, ale jednocześnie nagrywam to, co mówią, w prawdzie marnej jakości, ale po to, by potem odtworzyć tę scenę, powtórzyć niektóre słowa, bo to nam w ogóle zgodnie z prawem prasowym wolno.

I to była bardzo prawdziwa, autentyczna opowieść o tym, co się dzieje w rodzinach tych kobiet, w ich rodzinach, w ich związkach.

I z kolei taki drugi złoty strzał, to może nie jest najlepsze określenie, ale drugi moment, który mnie zaskoczył, to twoja rewelacyjna reakcja podczas wizyty w gabinecie.

Poczekaj, poczekaj, poczekaj, bo jeszcze do tego nie doszliśmy, nie, spiesz się. Wiesz, że ty jesteś na zewnątrz, ja wchodzę do środka, widzę te kobiety, które najpierw pani doktor poinstruowała, że muszą iść do kasy i zapłacić, może już zapomniałam, 500 euro za zabieg, zdaje się. I idę za nimi, mam ten mikrofon, znaczy rekorder, bez osobnego mikrofonu, więc nagrywam na mikrofony mojego rekordera, w dodatku rekordera trochę zepsutego z jednej strony, z drugiej strony, no byłam pewna, że mnie nie zawiedzie, bo spędziłam z nim wiele lat.

Więc wybrałam na to nagranie właśnie ten, a nie taki najnowszy, bo jeszcze nie miałam do niego zaufania, bo to było bardzo ważne, ja wiedziałam, że te sytuacje po prostu się nie powtórzą, więc trzeba ryzykować i trzeba grać czymś, co na pewno nagra, nawet jeżeli będą w tym stuki, mówi się trudno. Mieliśmy też całkowicie nowy sprzęt, ukryte mikrofony bezprzewodowe, ale obawialiśmy się ich użyć, bo i czasu było mało i nie było chwili na wypróbowanie, poza tym zdarzają się sytuacje, że zawodzą, bo wystarczy, że ktoś otrzy się o ciebie i mikrofon odpadnie. A tu mogliśmy podjąć tylko jedną próbę nagrania. Tak, przy czym bardzo jest ważne powiedzenie, że mówimy o takich przypinanych, ukrytych mikrofonach, ale wszystkie te panie doskonale wiedziały, że ja nagrywam.

Ja miałam mieć ukryty mikrofon bardziej po to, żeby nie zwracać sobą uwagi personelu szpitala niemieckiego i nie robić kłopotu pani dr Marii Kubisie. Więc po to szukaliśmy takiego wcześniej rozwiązania, jaki sprzęt ze sobą zabrać. No i ja zdecydowałam się na mojego Zooma. I z tym Zoomem takim przytulonym do kurtki, żeby tak nie odstawał za mocno ode mnie, stałam sobie z boczku i przypatrywałam się tym pacjentkom i w końcu podeszłam.

Sama byłam później ciekawa jak słuchałam tego materiału jakie pierwsze pytanie ja zadałam, bo to naprawdę no taka sytuacja dziwna, jak tu zacząć rozmowa o aborcji. Trochę śmiesznie zapytałam, bo zapytałam się z czym pani tu przyjechała. Ale jakoś ta pierwsza rozmowa się potoczyła i podeszła do nas druga za chwilę pacjentka, która no widać było, że to jest bardzo dla niej emocjonalna rozmowa, bo zaczęła właściwie zaraz płakać. Więc jak gdyby byłam już przez chwilę z tymi kobietami i naprawdę starałam się, że tam szepczemy.

No ja myślałam, że w zasadzie to będą takie rozmowy, że ja tyle zdążę nagrać, tak. Ale poszłyśmy razem do gabinetu, znaczy nie do gabinetu, tylko do takiego miejsca, gdzie panie czekały na pielęgniarkę, która tam robiła różne badania z nimi, wypełniały tam ankiety. I tam ja ten mikrofon już miałam, rekorder miałam bardziej taki widoczny.

Powiedziałam im wtedy wyraźnie, że jestem z Polskiego Radia, że nagrywam taki podcast. Wyjaśniłam dlaczego nagrywam ten podcast. I zapytałam się czy możemy rozmawiać, czy ja mogę zadać trochę pytań. I właśnie to było niesamowite, bo one się zgodziły. Nie tylko ta pani Iwona, która wcześniej była uprzedzona przez panią dr Marie Kubise, ale pozostały dwie kobiety, które tam były.

W międzyczasie jedna z tych pań poszła na badania lekarskie do dr Marie Kubisy i jak druga miała wejść, to ja nie wiem co mi się stało. Ja naprawdę nie wiem dlaczego ja to powiedziałam. Bo jakbym się nad tym długo zastanawiała, to chyba bym tego nie zaproponowała. A tu po prostu intuicyjnie, nie wiem, nagle, spontanicznie zapytałam, przepraszam bardzo panie, czy ja mogę z paniami wchodzić do tego gabinetu lekarskiego, ginekologicznego. Bo chciałabym pokazać tę drogę. No i one się zgodziły.

Ja pamiętam, że wtedy to już robiłam wszystko, żeby mnie tam nie było w tym gabinecie. Żebym była, ale jakby mnie nie było. Co było trudne oczywiście. Ja byłam widoczna, bo ja siedziałam pomiędzy nimi, ale tak jakby mnie w ogóle nie było. One rozmawiają ze sobą niezwykle szczerze. I bardzo rosło napięcie. Zwłaszcza gdy pani doktor odkrywała kłopoty, problemy jakie mogą być.

Byłem po prostu tym zaskoczony, że w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że 40-minutowy dokument. Ja nie znoszę długich produkcji. A jednak ja nie czułem tych 40 minut. Miałem wrażenie o połowę krótszego reportażu.

Bo to było tak, że ja później to zmontowałam. Taką zrobiłam pierwszą wersję montażową. I Adam nie znał tych nagrań ze szpitala. I tak naprawdę znał tylko moją relację, co tam się wydarzyło. A tu mógł usłyszeć te głosy i właśnie te sceny radiowe. I w pewnym momencie jedna z pacjentek, pani Iwa, ona rezygnuje z tej aborcji. Jak to później powiedziała pani doktor, ma pani szczęście, bo zwrot akcji rzeczywiście niesamowity. Ale ja ją też rozumiem, dlaczego ona zrezygnowała. I taka była naprawdę bezradna w tym gabinecie, bo by chciała zrobić tę aborcję. Bo powinna, bo to zagraża jej życiu. Ale boi się tutaj.

No i tutaj jest ten moment, kiedy Adam mówi, że ja to dobrze zrobiłam. To było jakieś… Ja w ogóle zapomniałam w tym momencie, prawdę mówiąc, że ja jestem reportażystką. Ja to bardziej zrobiłam jak kobieta, która jedna drugiej radzi. Kobiety lubią radzić. Więc ja bardziej tu wystąpiłam w tej roli radzącej kobiety, bo po prostu spontanicznie powiedziałem, może pani męża zapyta. Bo kobieta musiała podjąć bardzo trudną decyzję. Czy zostać i usuwać ciążę, ryzykując życie. Czy tę decyzję zostawić na potem, oddalić. I wtedy właśnie to jest to, że potrafiłaś się znaleźć. Tak, ale mówię, że bardziej chyba tutaj nie myślałam zupełnie jak reportażystka, tylko po prostu ja przeżywałam razem z nią. Właściwie chyba ze wszystkimi paniami, które tam były. Ja przeżywałam to badanie lekarskie, to o czym one sobie opowiadały. I tu po prostu wyszłam z roli dziennikarki obiektywnej i po prostu powiedziałem, a może pani zapyta się męża. I właśnie o tym powiedział mi mąż jednej z nich, że on natychmiast wyczuwa fałsze. Że nieszczerą rozmowę. Ja bardzo zwracałem uwagę na to, żeby skupić się na ich losie.

I teraz mi o tym przypomniałaś, że gdyby to była nutka fałszu, to by nam się nie udało. A się udało i powstał ten dokument.

On powstał, tutaj muszę to dodać, koniecznie dzięki stypendium Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. To było ważne dla nas, bo bardzo długo nad nim pracowaliśmy. Sam montaż długo trwał, zbieranie materiałów. I było ważny chyba ten moment, że kiedy już te wszystkie materiały mieliśmy, te wszystkie nagrania, rozmowy i przyjechaliśmy do Warszawy, ja do nich od razu nie usiadłam.

Nie usiadłam, chociaż nawet Kasia Błaszczyk co pewien czas mnie pytała. Nie wiem jak to zabrzmi, ale się przyznam, pytała mnie Hania. Czasami mnie pytała na stacji metra. No i co z tą aborcją? Widziałam takie twarze odwracające się i patrzące na mnie dziwnie. Bo jej chodziło o to, że wiedziała, że to nade mną wisi i chciała, żebym ja już to zrobiła w końcu. Natomiast ja odpowiadałam, że jeszcze nie, jeszcze nie. I później sobie zdałam sprawę, że po prostu ja nie chcę tego reportażu montować, w ogóle siadać do niego, kiedy mam głowę zajętą też innymi rzeczami. Że to nie będzie dobre tak pomiędzy. To jest zbyt ważny temat. Ja chcę się po prostu skupić, skoncentrować.

Myślę, że to też warto powiedzieć, że musimy znaleźć sobie taki czas, żeby być po prostu zanurzonym w tym świecie ponownie. Bo kiedy byłam tam w Niemczech podczas tych nagrań to byłam całkowicie pochłonięta tym co się działo, tak samo jak i ty. I ten stan był mi potrzebny również podczas montażu. I myśmy to nagrywali w marcu, powiedziałeś, to ja taki stan dopiero miałam w lipcu.

Kiedy zakończyłyśmy najważniejsze rzeczy w torbie reportera i podcastera, Kasi oddałam jakieś szkolenia, powiedziała, nie, ja teraz montuję. I bardzo szybko to zmontowałam. Później był ten trudny moment, kiedy usiedliśmy razem do słuchania i nanosiłaś poprawki liczne. I tworzyliśmy narrację, w czym Adam jest zdecydowanie lepszy.

Kolejna fantastyczna rzecz, która się wydarzyła to to, że zawsze jest potrzebne takie drugie ucho przy reportażu. Taka osoba, która posłucha i powie, a tutaj by wypadało poprawić, a tutaj to czegoś brakuje. I w tym przypadku pierwszym uchem był Adam, bardzo surowym zresztą. Drugim uchem była Magda Skawińska, której bardzo, bardzo dziękuję, że wysłuchała całości tego reportażu. Jej uwagi były bardzo cenne.

Magda pracująca na co dzień w polskim radiu.

Tak, w tej samej redakcji z Adamem, studiu reportażu i dokumentu. No i później był Michał Czajkowski, realizator z Polskiego Radia, którego ja poznałam po raz pierwszy podczas tej pracy. Realizator świetny w tym roku, nagrodzony podczas konkursu Audionomia Award. Nagrodą Sound Design.

Który nie dość, że jest przesympatyczny, no to ma ucho. Bozia dała mu taki słuch, że czasami się dziwię, cóż on poprawia. No ale to naprawdę dzięki Michałowi i temu, że znalazły się środki na te realizacje. Bo to nie była jedna sesja.

Tak i to jest wielka zasługa myślę obecnego szefa Studia Reportażu i Dokumentu Bartosza Panka, że stworzył taki system. Kiedy ja pracowałam w radiu, to tylko niektóre produkcje można było zgrywać z realizatorem. I chyba nawet nie w takim wymiarze jak tutaj, więc naprawdę byłam zaskoczona. I to jest bardzo miłe i cieszę się, że tak się stało.

No i tak oto powstał właśnie ten dokument. Chcieliśmy o tym opowiedzieć.

Jeżeli słuchające nas osoby mają jakieś pytania, to oczywiście można do nas napisać w komentarzu te pytania. Można również napisać maila torbareporter@gmail.com. Chętnie odpowiemy.

Natomiast przede wszystkim zapraszamy do słuchania. Tak jak mówiłam link w opisie do tego odcinka. A jeżeli ktoś ma ochotę zrobić taki reportaż, nauczyć się go robić, albo nie wiem ma pomysł na właśnie dokument, tylko potrzebuje kogoś kto mu w tym pomoże, bo to naprawdę jest trudna praca i ja o tym wiem, to zapraszamy oczywiście do torby Reportera i Podcastera.

Darmową wiedzę na temat tego jak robić reportaże, jak rozmawiać z ludźmi, jak montować itd. to wszystko można znaleźć na naszym blogu i w podcastach. Przypominam ponad 100 wpisów i 70 podcastów.

Natomiast też my prowadzimy i o to często jesteśmy pytane, takie konsultacje indywidualne, warsztaty indywidualne i są osoby, które razem z nami czy pod naszą opieką taki reportaż tworzą. Także do tego również zapraszamy.

Kontakty do nas są na naszej stronie www.torbaryportera.pl i zawsze można napisać tego maila torbaryportera@gmail.com

Czym tu zakończyć? Zakończyć tym, że gdy zdarzają się takie historie i szansa na ich opowiedzenie, to obracają myśli, bo czasem przychodzą też wątpliwości przy tej pracy, myśli o tym, że to ma sens i że po to tym się zajmujemy, bo to nasza pasja i my widzimy, że to jest ważne dla nas, dla innych i tworzymy coś, co zostanie.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
LinkedIn

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kim jesteśmy i o czym piszemy?

Hanna Bogoryja-Zakrzewska i Katarzyna Błaszczyk – od wielu lat przemierzamy z mikrofonami Polskę i świat, by przygotowywać reportaże dla radia.

Ten blog powstał w 2017 roku z myślą o tych, którzy kochają dźwięk. Wtedy odezwali się do nas pierwsi podcasterzy. Kolejne lata to dynamiczny rozwój podcastów w Polsce i na świecie.

Dlatego korzystając z naszego radiowego doświadczenia zaczęłyśmy także pomagać w doskonaleniu warsztatu podcastera. Promujemy polskie reportaże i podcasty!

Najczęściej czytane

Powiązane wpisy:

Zrób z nami podcast, który pracuje na Twoją markę