4 lata temu siedziałyśmy z Kasią przed mikrofonami z jednym wielkim znakiem zapytania w głowie: “Rzucić etat czy nie?”
Jeśli ktoś dziś patrzy na Torbę Reportera i Podcastera — firmę, która produkuje podcasty, uczy, szkoli i współpracuje z największymi markami — może mieć wrażenie, że to była oczywista droga.
Ale prawda jest inna.
Dlaczego powstała Torba?
Torba powstała 8 lat temu, ale wtedy jeszcze pracowałyśmy na etatach w Polskim Radiu. W 2021 roku zastanawiałyśmy się, czy nie zrezygnować z pracy w radiu, bo to, co działo się w tej firmie kompletnie nam nie odpowiadało.
Ten podcast powstał w momencie największego chaosu, niepewności i lęku. Miał pomóc nam podjąć decyzję, czy porzucić bezpieczne etaty (Hanna 31 lat w radiu, Katarzyna 15 lat) a ostatecznie… nigdy nie ujrzał światła dziennego.
Był o tym, co czuje człowiek, kiedy stoi przed jednym z najtrudniejszych wyborów zawodowych:
zostać na etacie czy rzucić pracę i założyć własną firmę?
Rozmawiałyśmy o tym z przedsiębiorcami, ale też naszymi rodzinami. Jedni nas wspierali, inni odradzali.
Dziś, w ósme urodziny Torby Reportera i Podcastera, wracamy do tego nagrania. Bo choć nie trafiło ono do internetu, to wtedy właśnie zapisałyśmy nasze emocje, pytania, rozterki.
Ten tekst to opowieść o kulisach zakładania własnej działalności gospodarczej. Ale też o tym, czego Ci trzeba, żeby zacząć. O odwadze w biznesie.
To była rozmowa z naszego “przed”. Z miejsca, gdzie:
💥Nie wiedziałyśmy, czy damy radę;
💥Nie wiedziałyśmy czy założyć spółkę czy własną działalność;
💥Nie wiedziałyśmy nawet, jak wystawia się faktury.
Nagrałyśmy odcinek podcastu, żeby same sobie wytłumaczyć, czy warto postawić na własny biznes.
I właśnie dlatego ta historia jest tak uniwersalna:
dotyczy każdego, kto choć raz wpisał w Google:
„jak założyć firmę krok po kroku”
albo
„jak odejść z etatu bez ryzyka”.
Dlaczego ten odcinek nigdy nie miał swojej części drugiej?
Bo życie podjęło decyzję za nas.
Zanim nagrałyśmy kontynuację, posypały się pierwsze zlecenia.
Pierwsze małe, potem trochę większe.
A w końcu takie, dzięki którym można było pierwszy raz pomyśleć:
— “Może jednak to ma sens…”
Dlaczego dzielimy się tym dziś, w ósme urodziny Torby?
Bo mamy wrażenie, że dziś ludzie widzą przede wszystkim efekt:
💥Stabilną firmę;
💥Rozpoznawalną markę;
💥Grono świetnych klientów;
💥Różnorodną ofertę kursów i szkoleń i zrealizowanych podcastów
A rzadko widzą początek. A to właśnie początek jest miejscem, w którym najłatwiej zrezygnować.
I jeśli dziś stoisz w miejscu, w którym byłyśmy wtedy — wahasz się, czy zmienić pracę, czy odejść z bezpiecznego etatu, to chcemy Ci powiedzieć:
💥Można nie wiedzieć;
💥Można się bać;
💥I można ruszyć mimo wszystko.
Torba Reportera i Podcastera ma dziś 8 lat. A my wciąż pamiętamy ten pierwszy moment, gdy odważyłyśmy się zapytać:
“A co jeśli jednak się uda?”
Podcastu wysłuchasz na: Castos, Spotify, YouTube, iTunes.
Jak założyć firmę, kiedy boisz się zmiany? (praktyczny mini-przewodnik)
Po 8 latach prowadzenia działalności możemy podpowiedzieć trzy rzeczy, które są ważniejsze niż procedury:
1. Zrób jedną małą rzecz dziennie
Wypełnienie wniosku CEIDG?
Telefon do księgowej?
Pierwsza wycena?
To nie musi być rewolucja.
2. Szukaj ludzi, którzy już przeszli tę drogę
Podcasty, blogi, grupy branżowe, konsultacje.
Kontakt z tymi, którzy „to ogarnęli”, działa jak latarnia.
3. Świadomość, że strach to nie STOP — to sygnał, że robisz coś nowego
Każda duża zmiana ma w sobie element niepewności.
Pewność pojawia się dopiero później.
Powodzenia!
Transkrypcja podcastu
Intro
To warto odejść z tego etatu czy nie?
No to zależy.
Jak założyć firmę i nie zwariować?
Tworzyłem firmę lat temu, 11, nie zwariowałem.
Ten mit takiej pracy, zacznij pracować na swojej pasji, a nigdy nie przepracujesz ani jednego dnia. No to to sprawia, że potem, no nie wiem, mija rok, mijają dwa lata, może trzy, no niektórych pewnie więcej. Budzisz się i po prostu nie możesz się podnieść.
No to ja też tak miałam. Powiedz mi, jak my sobie poradzimy. Dzisiaj mam doła. Dzisiaj się zastanawiam nad tym, czy… Czy rzeczywiście dobrze zrobi, jeśli odejdę.
Mi się wydaje, że nie powinnaś tracić etatu. Takie u nas różne zmiany są, że troszkę szkoda, wiesz, bo jednak tutaj i urlop masz płatny, i te pieniądze są zagwarantowane, a tak to nie wiadomo, jak to wszystko będzie.
Gdybym nie rzucił pracy na etacie, de facto zostałem zwolniony, ale ja dojrzewałem już do samemu wypowiedzenia pracy, i też się bałem zrezygnowania z ZUS-u stałej pensji co miesiąc. Ale nigdy nie jeździłbym takim samochodem, jak jeżdżę, gdybym był na etacie.
Podcast dla tych, którzy myślą o rzuceniu pracy albo zostaniu przedsiębiorcą. Odcinek pierwszy – rzucić etat, czy nie?
Trzy lata temu założyłyśmy torbę reportera i podcastera.
Teraz ta inicjatywa blogowo-facebookowa ma stać się firmą produkującą podcasty. Jednak my od lat pracujemy na etatach i bardzo się boimy.
Umiem tylko robić bardzo dobrze reportaże i rozmawiać z ludźmi, a firma, tak jak obserwuję wszystkich wokół, to jest mnóstwo innych jeszcze rzeczy. To jest prowadzenie księgowości, to jest walka o klienta, negocjowanie ceny, coś, czego ja nienawidzę, bo wszystkim bym chętnie wszystko oddała za darmo. Cała promocja, marketing, czy podołam?
Hanna w radiu przepracowała ponad 31 lat. Zrobiła ponad 1000 reportaży i zdobyła najważniejsze radiowe nagrody. Prywatnie jest mamą dwójki dzieci. Jej córka Kasia prowadzi w Warszawie aż dwie restauracje.
No czemu my tak wcześniej jemy obiad?
Bo ja muszę wracać do pracy.
Co byś mi doradziła? Mam wrócić pracę w radiu, czy nie?
No jeśli masz plan, co zrobić dalej, i on jest realny, i możesz się temu poświęcić, no to jest najbardziej.
Nie będziesz miała pewności, czy ten plan wypali.
Zawsze jest ryzyko. Prowadzenie własnej firmy to jest gaszenie pożarów cały czas. Niepewność, ale też dużo satysfakcji. I z czasem większe pieniądze, tylko trzeba zaryzykować
Ty jesteś młoda, dla ciebie to nie jest żaden problem, żeby rzucać pracę, bo przecież widziałam, jak zmieniałaś tę pracę. Ale jednak ja 31 lat pracowałam w jednym miejscu.
No tak, ale ja musiałam zmieniać prace różne, żeby zdobyć te doświadczenia. A to to doświadczenie już masz. Już masz tą bazę kontaktów, masz pomysł, masz wspólnika.
No więc to nie jest tak, że rzucasz pracę i od pierwszego nie masz co robić i dopiero zaczynasz, tylko gdzieś już wcześniej to zostało w miarę poukładane.
Ja przez pierwsze 6-7 miesięcy popełniałam wszystkie klasyczne błędy. Wszystkie! Po prostu mi się wydawało, że świat wie, że ja założyłam firmę i myślałam, że oni się będą do mnie zgłaszać. I to jest tak oczywiste, i że to w ogóle nie myślało dużo czasu. Zapłacić podatek, oprogramowanie, z czegoś jeszcze trzeba żyć. To po trzech miesiącach bardzo szybko mnie zweryfikowała rzeczywistość.
To była która firma? Ta projektowania stron?
Tak, mówimy o projektowaniu stron na początku. Potem owszem dało się z tego żyć i zarabiać na tym pieniądze i układać sobie ten czas, ale musiałam się nauczyć organizacji pracy i czasu zupełnie od nowa. A teraz przy gastronomii ten tryb życia wygląda zupełnie inaczej. I najważniejsza w tym wszystkim jest ta systematyczność. Poświęcenie kilku minut dziennie na wprowadzenie faktur, poświęcenie czasu na spisanie godzin pracowników, na analizę danych, na zastanawianie się co dalej, regularne śledzenie konkurencji, rozmowa przede wszystkim, bo u mnie to jest z gośćmi, a w Twoim przypadku, w przypadku usług, to jest z Twoimi odbiorcami, ze sobą, która tę usługę, która z niej skorzystała, albo która chce z niej skorzystać, bo to oni Ci powiedzą, czego potrzebują. Albo Ty im zaproponujesz rozwiązanie ich problemu.
Ale zobacz, jak to wszystko brzmi przerażająco. Czy sobie poradzę, ja dotąd… Ja się skupiam tylko na tym, żeby zrobić dobry reportaż, żeby ciekawie go opowiedzieć i podnosiłam swoją jakość pracy. Te wszystkie nagrody, które zdobyłam, to, że zostałam uznana za jedną z mistrzyń reportażu radiowego, no to to jest to, że ja przez lata na to pracowałam. A teraz Ty mówisz, o, dla mnie to tak brzmi, jakby, okej, no masz to wszystko, mamo, tylko jeszcze musisz się nauczyć tego, tego i tego.
Pamiętasz, jak pisałeś pierwszy artykuł na bloga? Ile czasu to zajęło? Ile to było problemów? A jak to wrzucić? A jak to ma wyglądać? A czy to jest czytelne? A kto to będzie czytał? A jak to pozycjonować? A teraz to już wychodzi naturalnie. Teraz przechodzisz do tego etapu, kiedy jest więcej tych nowych rzeczy i trzeba je sobie oswoić.
No tak, tylko że z blogiem to było tak, że jak zaczynałyśmy, to przede wszystkim Ty nam postawiłaś bloga, przypominam, i później jak cokolwiek wrzucałam na torbę reportera i podcastera, to na początku w kółko do Ciebie wydzwaniałam, Kasia, pomóż, bo nie wiem, tutaj coś nacisnęłam i mi wszystko zniknęło.
No, jeśli zrobisz źle wycenę, swojej pracy, to prawdopodobnie po prostu nie dostaniesz tego zlecenia. I wtedy trzeba wyciągnąć informację, okej, ale co poszło nie tak, czy to jest kwestia tego, że to jest za drogo, za długo, czy może za tanio w porównaniu do konkurencji. Jeśli masz problem z kwestiami formalnymi czy księgowymi, od tego są specjaliści, którzy się na tym znają. To co prawda odpowiedzialność finansowa i prawna jest na Tobie, ale są rzeczy, na których inni się znają lepiej i trzeba po prostu im te rzeczy przekazać. I się skupić na robieniu tego, co się umie najlepiej i na tym, żeby po prostu zacząć na tym zarabiać.
Łatwo nie będzie.
No dobra, mamy troje dzieci i Janek też nie wiadomo, co będzie z jego pracą, jak sobie poradzi.
Katarzyna – dziennikarka z 15-letnim radiowym stażem. Zrobiła ponad 500 reportaży radiowych, zdobyła wiele dziennikarskich, mama małych dzieci często musi prosić o pomoc ich babcie.
No czekać na, aż warunki się stworzą, jak dzieci dorosną, to będzie już bardzo długo. Zbadaj, jakie są warunki, co trzeba zrobić, jak się zabezpieczyć, żebyś w razie czego mogła, czy jakiś zasiłek dostać, czy coś, na rozwój firmy i ruszaj na głęboką wodę.
Monika jest coachem i psychodietetykiem. Przez kilka lat prowadziła własną działalność. W 2021 roku wróciła na etat.
Poczekaj, tutaj zamieszam ci te karty, żebyś mogła wybrać najlepszą. Uwaga. – To są karty, na których są różne drzwi.
To jest ćwiczenie? Co to właściwie jest?
No wiesz, ja jestem coachem z tego mojego wykształcenia i z przekonania też. To są karty, które pomagają gdzieś zmienić perspektywę, zobaczyć siebie w takiej przestrzeni, w której siebie na co dzień nie widzę i dzięki temu mogę wymyślić coś, co będzie dla mnie dobre albo skończyć z myśleniem o czymś, co na mnie nie działa. A dla mnie drzwi akurat są dość ważne, bo jak ja robiłam swoją zmianę dawno, dawno temu, to też właśnie drzwi mi bardzo pomogły. Miałam taką wizję drzwi otwierających się i za tymi drzwiami było pięknie i cudownie, w odróżnieniu od takich różnych kwasów, które mnie otaczały i że ja się tak czułam taka zakwaszona.
No dobra, to ja wybrałam 3 drzwi. Jedne są drzwiami kościelnymi, drugie są drzwiami z kratą a trzecie są otwartymi drzwiami w małym domku. To jest moja obecna sytuacja, tak?
Czyli kościelne drzwi. Ta pierwsza karta to jest twój stan obecny, ta ostatnia to jest miejsce, do którego chcesz dojść no i jakieś takie środkowe, no to taki stan, w jakim się czujesz.
Tutaj na pewno kościół mi się też tak kojarzy, że to jest bezpieczeństwo, no bo etat jest bezpieczny. Nie wiem Kasia, jak ty się do tego odniesiesz, ale jednak polskie radio to jest, wiesz, prestiż. To wdrapywanie się po tych schodach takich dębowych, zabytkowych wręcz i ten ołtarz prawie że nad drzwiami. To też trochę takie jest, że sobie myślimy o tym naszym miejscu pracy, że miałaś szansę sobie tak myśleć być może, że to jest takie bardzo wartościowe.
Pewnie tak jest, ale równocześnie chyba prawdą są te drzwi, czyli te drzwi z kratą, bo ja się czuję, jakbym była za kratami, jakbym nic nie mogła zrobić.
No na szczęście ta krata się otwiera, więc to tylko może wrażenie. Często jest tak, że wystarczy znaleźć sposób na to, żeby otworzyć to, co jest w środku. Znaleźć sposób na to, żeby otworzyć kratę. Niekoniecznie trzeba, wiesz, zmieniać roboty, nie? Bo ja miałam takie doświadczenia, że rzucenie się na głęboką wodę i szybkie przebieranie łapkami w tej wodzie to może niekoniecznie jest służące, tak? Dla mnie byłoby lepiej, gdybym na swoim etapie trafiła na kogoś, to by powiedział, ej, słuchaj, poszukaj może klucza najpierw.
No dobra, to opowiedz mi właśnie o sobie, jak podejmowałaś decyzję o tym, żeby odejść z etatu i co się potem stało?
Ja jestem tym pokoleniem, które na tych śmieciowych umowach nieszczęsnych funkcjonowało. Jak pracujesz na śmieciowej umowie, no to się czujesz jak śmieciowy pracownik, tak? Czyli niektóre umowy śmieciowe były w porządku, bo był urlop, ale niektóre śmieciowe umowy, które miałam, no to były umowy, które nie były dobre. I z jednej strony można rozpaczać, że nie ma umowy o pracę, nie ma urlopu, ale można się cieszyć, że ma się po prostu pracę i człowiek się rozwija zawodowo i robi ciekawe rzeczy, więc ja raczej byłam w tej drugiej pozycji, no ale w którymś momencie musiałam podjąć decyzję, no co ze sobą zrobić, no nie można skakać z firmy do firmy i się nie zastanawiać, co z tym będzie, więc ja potrzebowałam specjalizacji, potrzebowałam szkoleń, moi pracodawcy, którzy mnie zatrudniali na umowę zlecenia, dlatego to robili, żeby nie inwestować w pracownika. Moja decyzja była gdzieś podyktowana i nie mogłam się uwierzać. Po drodze się bardzo dużo rzeczy zmieniło, bo ja chciałam być po prostu psychodietetykiem, a ja dzisiaj jestem no takim, myślę sobie, całkiem nieźle wykształconym psychodietetykiem, coachem i terapeutą otyłości i też od niedawna rozwijam się w kontekście terapii par i rodzin, bo bardzo poczułam, że to jest jakieś takie bliskie mnie.
Też w którymś momencie podjąłam decyzję, że ta psychodietyka jest po prostu za mało dla mnie. No ile można o tym żarciu rozmawiać, ile można po prostu konkurować z Chodakowską i Lewandowską. One robią co innego, ale dla klienta to jest to samo.
Co w prowadzeniu tej firmy było dla Ciebie najtrudniejsze?
No najtrudniejsze było wprowadzenie firmy na rynek. Potem najtrudniejsze było zbudowanie swojej… swoich programów i w jakimś sensie autorytetu. Potem najtrudniejsze było wycenianie, a potem najtrudniejsze było takie zatrzymanie się i powiedzenie sobie „dobra Monika, dosyć z tą psychodietyką. Tak naprawdę Twoi klienci potrzebują innych rzeczy. A na takie tam gadanie o dietach to może do innych niech pójdą, bo Ty już za dużo wiesz, za dużo widziałaś, że już jesteś w innym miejscu niż zaczynałaś”. Więc myślę sobie, że każdy etap jest trudny. No bo trzeba nad wszystkim zapanować. Przewidzieć teksty na bloga i jeszcze w międzyczasie cały czas czytać furę książek i chodzić na kursy i uczyć się od swoich mistrzów, żeby krzywdy ludziom nie robić. Tak i ludzie się wypalają bardzo szybko. Mija rok, mijają dwa lata, może trzy, no niektórych pewnie więcej. Budzisz się i po prostu nie możesz się podnieść. No to ja też tak miałam. Nie jestem w stanie złapać ten moment, kiedy mnie taki kryzys łapie, kiedy to jest taki czas, który wymaga zmiany.
Ale kiedyś nie wiedziałam.
I co robisz w tym kryzysie? Kombinuję jak mogę, żeby zobaczyć z dystansu to, co robię. Pierwszy kryzys mnie położył do łóżka na trzy miesiące, nie mogłam się podnieść. Ale jak stanęłam na nogi, to wiedziałam, że muszę to sobie uporządkować wszystko i tą strategię marketingową sobie dopracować. I wtedy wróciłam do firmy szkoleniowej, pracowałam tam przez półtora roku. Dobrałam energii, sił, trochę zmieniłam perspektywę, zobaczyłam, czego potrzebuję, żeby bardziej dziarsko pracować u siebie. No i jakiś czas temu poczułam, że czas na zmianę. Zaczęłam szukać takiego miejsca, gdzie się przekwalifikować, w którą stronę. Ale też zastanawiałam się, czy czegoś nie zmienić. Przyszedł covid, więc też wszystko nam pozmieniał, zweryfikował. Teraz jest tak, że ja sobie do pracy wróciłam do szkoły i mam kontakt z młodymi ludźmi i to na razie daje mi dużo frajdy i jakieś takie fajne jest.
Czyli wróciłaś na etat.
I jest mi czas oddalić od mojej firmy, od tego, co sobie wymyśliłam. Więc daje mi taki rodzaj, tak jakbym sobie siedziała na miękkiej poduszeczce i by mnie służba wachlowała takimi wachlarzami. Jest mi bardzo dobrze, czyli można powiedzieć, że to jest takie komfortowe, bo nie muszę szybko myśleć, przebierać tymi nóżkami swoimi biednymi i się jednocześnie szybko oddychać i się rozglądać, w którą stronę tu się zwrócić.
Praca na etacie daje mi taki spokój, taką ochronę, że ja nie muszę teraz podejmować decyzji, czy ja będę terapeutą par, czy rodzin, czy ja będę pracować z rozwodzącymi się, czy zostanę przy tej specjalizacji, która gdzieś mnie doprowadziła do tego punktu, czyli właśnie rodzin, które potrzebują zmienić swój styl życia.
Ale to z tego, co mówisz, to nie porzuciłaś swojej firmy, ani koncepcji, posiadania biznesu?
Nie, w tym sensie nie.
Dlaczego?
Przecież można pracować w tej szkole, to jest jak miękka poduszeczka i się wachlują. No tak, tylko że ja chyba nie jestem takim typem, który by jedną rzecz mógł robić.
Ok, a gdybyś miała jeszcze raz założyć ten biznes, to co byś zrobiła inaczej?
Przez to, że jestem odkrywcą, to ja bym musiała po prostu wymyślić zawsze jakąś swoją usługę, a gdybym poszła po prostu w tym kierunku, który jest teraz dla mnie jasny, że mam wykształcenie pedagogiczne i ja nie muszę się douczać jakiejś nie wiadomo jakiejś rzeczy, że mogę to zrobić, ale dlatego, że nie wiem, że to chcę, albo że tego biznes potrzebuję, a nie, że to jest jakaś moja, nie wiem, jakaś idea fix, nie? No to to mi wtedy też bardziej ustawia, bo bym nie myślała o tym, żeby być coachem i prowadzić gabinet, tylko bym wiedziała, że ja mam iść w stronę trenerską, bo ja mam potrzebne papiery i tych papierów nie mogę się wstydzić, bo to są bardzo dobre szkoły, pokończone, a tymczasem gdzieś próbowałam konkurować z psychologami, z psychoterapeutami, którzy mają ukończone szkoły, swoje psychoterapeutyczne, psychologiczne studia swoimi pedagogicznymi papierami, których nie doceniałam na przykład.
Zupełnie wiesz, w innym miejscu startujesz, jak masz taką jasność. Jak rozpocząć biznes w aktualnych czasach, szczególnie biorąc pod uwagę, że mamy pandemię? Skoro tak dużo osób zamyka firmy, to ja teraz będę otwierać?
No tak, bo ci, którzy przetrwają pandemię, wejdą na tym na dobrze. Załóżmy, że opierasz swoją sprzedaż całkowicie na Facebooku. No i co się stanie, kiedy tego Facebooka nagle nie będzie? Dzieci klienci mają pójść. Nie masz strony, nie masz newslettera, nie masz bazy kontaktów. I twoje dochody są uzależnione od jednego źródła. Nie masz poduszki finansowej, że właśnie kiedy coś się wydarzy i musisz zamknąć firmę i z czegoś musisz wypłacić tych pracowników, tak? Albo na przykład tak, jak padła branża eventowa i oni przez najbliższy rok nie mogli organizować żadnych wydarzeń. Pracownikom trzeba zapłacić, podwykonawców również, utrzymać biuro. To jest bardzo często taka sytuacja, że ktoś prowadzi firmę i żyje po prostu z miesiąca na miesiąc. Nie odkłada żadnych pieniędzy, nie myśli o tym, co się stanie, jak będzie źle. I teraz te firmy, które się pozamykały, często albo nie miały tej poduszki finansowej, albo świadczyły usługi o niskiej jakości i nie były w stanie się utrzymać, bo po prostu ci klienci, którzy wymagali mniejszej jakości, po prostu się skończyli, bo nie mieli za co kupować. Popadały firmy, które też miały taki produkt, który po prostu nie przetrwał i nie miały pomysłu, jak się przebranżowić i jak sobie znaleźć tą drogę na przetrwanie.
I to jest ciężkie oczywiście.
To, co się dzieje w twoich lokalach, twoich i twojego partnera, to jest ewenement, mam wrażenie.
Oczywiście mam trochę farta. To jest kwestia dobrej lokalizacji, która nie jest skazana na turystów czy na biura, a na lokalną społeczność i to jest atut. Ale też to, że my właśnie pilnowaliśmy tej jakości od samego początku i zbudowaliśmy sobie relację z ludźmi. Można kupować gotowy produkt, czyli na przykład zmieloną wołowinę, ale nie wiesz, co jest w środku. A jeśli od samego początku pilnujesz tego procesu, czyli sosy się robi samemu, współpracuje się z piekarnią, gdzie w każdej chwili można wejść, spojrzeć, jak to jest zrobione, widzisz, że ten produkt cały czas to jeszcze super, mielisz się do mięsa samemu, ok, to zajmuje więcej czasu, ale to się przekłada na to, że cię nie oszukają. I zbudowaliśmy sobie relację z ludźmi. Pokazaliśmy im, że oprócz tego, że dobrze karmimy, to budujemy dookoła tego pewnego rodzaju atmosferę, że wiedzą, kto za tym stoi, że wiedzą, że nie oszukujemy na produktach i to oni nam pomogli przetrwać, bo to oni do nas przyszli, że nie zamykajcie się, my wam pomożemy. I przyszła pandemia, w mieście było pusto, na ulicach było pusto, ale do nas tylko podjeżdżały trzy razy w tygodniu ciężarówki z opakowaniami na wynos i nasz dostawca spod Warszawy zadzwonił, że „co wy z nimi robicie? Piecu im palicie czy co?
Bo nikt nie zamawia, a już na pewno nie w takich ilościach, a wy tak”.
I przetrwaliśmy tą pierwszą falę i ludzie zobaczyli, że skoro przetrwali, to znaczy, że robią coś dobrego, w sensie trzymają jakość, nie wywalają się na podstawowych rzeczach, czyli na nie działających stronach, braku komunikacji, wszystkich takich drobnych rzeczach.
Pierwszy lockdown się skończył, to my byliśmy jednym z tych lokalnych, które były pełne w wakacjach. Działaliśmy cały czas bez przerwy, nawet jeśli były dni, kiedy działo się mniej i kiedy korci cię, żeby zamknąć wcześniej, bo przecież się nic nie dzieje, ale przyzwyczajasz ludzi przez długi czas, że niezależnie od tego, czy jest minus 20 czy plus 30, czy pada czy nie pada, twój telefon działa, ty jeździsz, dostarczasz, zrobisz to szybciej albo dłużej, ale jesteś, jest stałość.
Jutro kończy się moja umowa z Polskim Radiem i wyruszam w swoją nową drogę. Nie wiem jeszcze do końca, czy głównym filarem firmy będą szkolenia z zakresu medialnego, z zakresu wystąpień publicznych, z zakresu podcastów, czy też będzie to firma zajmująca się produkcją audio, czy też zupełnie inna firma. Strasznie się boję tego, że nie będę zarabiała pieniędzy. Jestem do tego przyzwyczajona, do regularnych wpływów na konto. Boję się straty tej pewności, boję się właśnie zdobywania projektów, boję się też, bo sytuacja tak się zmieniła, że właściwie nie wiem, czy to doświadczenie wyniesione z mediów publicznych jest dobre czy złe. Czy jestem wystarczająco dobra na ten wolny rynek. Jakie umiejętności z tych, które już posiadam są ważne na wolnym rynku? Bo zapewne inne niż były ważne na etacie.
Początki zawsze są trudne i zawsze są niepewne, czy jak taki się czuję troszeczkę zagubiony. Ale myślę, że będzie dobrze. Jesteś na tyle młoda, że spokojnie ogarniesz takie rzeczy.
Czyli wiek ma znaczenie dla Ciebie?
Ma, bo ma się więcej energii, i więcej odwagi.
Mam 57 lat. Musiałabym nauczyć się zupełnie innych rzeczy, nabrać nowych umiejętności. Nie mam też takiej poduszki finansowej dużej, jakiejś oszczędności na koncie, które pomogą mi przetrwać najtrudniejszy okres. Ale z drugiej strony muszę już podjąć decyzję. Bo myślę nad tym od czterech miesięcy.
Najtrudniejsze to jest kwestia ZUS-u. Stawka ZUS-u na początku jest tam niska 300, potem jest wysoka. Zazwyczaj to jest około 1000 zł. Niezależnie od tego, co się robi, czy się zarobi. I to jest podstawowy problem. Czyli np. ostatni rok covidowy to jest nie mając pieniędzy i nie mogłem zarobić zarób 1000 zł po to, żeby nic z nich nie mieć. Dodatkowo frustrujące jest, że nie ma tego, co było, bo nie ma opieki szkolnej, ani tak naprawdę normalnej opieki medycznej. Więc to jest takie poczucie, że zarabia się po to, że ten 1000 zł po to, żeby w ogóle móc istnieć w tym kraju.
Bo z drugiej strony nie można się całkowicie z tego wycofać, jeśli się nie chce wrócić na etat gdzieś. Nie można zarabiać firmy, ale z drugiej strony wtedy tak naprawdę legalnie nie można zarabiać zleceniami takimi małymi. To jednak jest coś, co można robić jednocześnie będąc z dziećmi. Więc jak się coś trafi, to wtedy się pracuje, jak się nie trafi, to się siedzi w domu z dziećmi. –
Kiedy dawno temu założyłaś firmę? Co to była za firma?
-10 lat temu, właściwie dokładnie. Szkolenia psów. Nie miałam wyjścia, więc po prostu ja mi założyłam i ruszyłam do boju.
I dawałaś sobie radę do czasu pandemii, jak rozumiem.
No tak. Bo to w firmie, jeśli pracujesz w firmie na etacie i jesteś zamkniętym się na kwarantannie, to masz normalnie płacone. W momencie, kiedy nie możesz wykonywać zleceń swoich własnych, to nie zarabiasz. Więc musisz płacić opłaty, a nie masz zarobku. Więc nie masz na jedzenie po prostu. Kilka razy było tak, że miałam kontakt z osobą, która miała test pozytywny. I zostałam zamknięta. Raz miałam test, to wyszedł negatywny. Ale poinformowałam o tym ludzi, bo mam z nimi dobry kontakt i bezpośredni. Więc poinformowałam o jakiej jestem sytuacji, że to wszystko tak zabezpieczone, że mam negatywny, ale i tak przysiedzę tydzień w domu i tak muszę go obserwować. No ale oni i tak rezygnują. Bo jakby sama ta informacja, to może innym razem, albo coś, która już nie zdala od siebie trzymać wszystkie te informacje o COVID-u.
Więc wtedy w grudniu, no to w grudniu to ledwo na jedzenie dla dzieci. To jest frustrujące po prostu.
Bo tutaj Kasia siedziała moja tydzień temu i ją pytałam właśnie jak to jest, jak ona widzi, dlaczego firmy w pandemii sobie nie radzą. I ona mówiła, że albo nie mają takiego produktu, który się nadaje na czas pandemii, albo nie miały poduszki finansowej, albo nie potrafią się przekształcić
Ok, dobrze, można szukać po prostu nowej pracy. Ale wszystkie branże, które mają kontakt bezpośredni z klientem, właśnie terapeutyczny, no bo to psia terapeutyczny jest taki kontakt. Ja mogłabym robić lekcje online, ale to nie ma żadnej wartości. Bo to nie odchodzi zupełnie. To jest jakby kontakt emocjonalny i tak naprawdę nie byłaby to ta praca, którą robię jako behawiorysta, wypełnienie emocjonalną pracę terapeutyczną z ludźmi z psa w przestrzeni, w różnych miejscach. I się tego nie da zrobić. Pewną część wiedzy terapeutycznej można zrobić, ale tak naprawdę poczuć, co tam się dzieje emocjonalnie, nie da się tego tylko zrobić tak.
Prace dziennikarza też nie da się wykonać całkowicie zdalnie. Jednak ostatnie miesiące pokazały, że częściowo można. Można też z powodzeniem tworzyć podcasty dla firm i osób prywatnych, pracując zdalnie. Zdalnie można także szkolić.
Rozwiązanie z umowy o pracę na mocy porozumienia stron. Zwracam się z prośbą o rozwiązanie umowy o pracę zawartej w dniu 16 marca 2008 pomiędzy Katrzyną Błaszczyk a Polskim Radiem S.A. na mocy porozumienia stron. Koleżanki mówiły, że poczuje się wolna.
No to ja chyba czułam się wolna zawsze.
A teraz masz dygot?
Wiadomo, że przyjdzie taki moment, kiedy skończą się oszczędności. No i co? No i co dalej? Ale z drugiej strony jest to mega podniecające.
Czuję, że to już wpływa na mnie, ten brak decyzji, więc muszę to zrobić.
Jaka będzie decyzja Hanny dowiesz się w kolejnym odcinku. Był to pierwszy odcinek serialu dokumentalnego „Jak założyć firmę i nie zwariować”. Wystąpili Monika Kurdej, psychodietetyk, coach, nauczyciel i targowała „Otyłości”, Agnieszka Kaniewska, trenerka psów oraz Hanna Bogoryja-Zakrzewska i Katarzyna Błaszczyk z rodzinami.
Pomysł, montaż i realizacja akustyczna „Torba reportera i podcastera”.
W odcinku drugim będzie o finansach, księgowości i o tym, co warto wiedzieć, by nie zbankrutować. A także jaką formę działalności gospodarczej można wybrać.







0 komentarzy