czarna dziura
Inspiracje | Reportaż

Czarna dziura reportera

13 maja 2018

Czarna dziura reportera

 

 

Młoda, zdolna reportażystka napisała do mnie: „Czytam zawsze w Torbie Reportera o tych wszystkich, fantastycznych ludziach i ich dziełach i myślę: Nie ma w tym dla mnie miejsca”.

 

 

A potem padła propozycja:„ Może napiszecie o tym co zrobić, gdy dopadnie Cię reportażowa, czarna dziura. Kochasz reportaż, masz plany, pomysły i nagle po prostu nie możesz tworzyć, tracisz wiarę”.

Napiszę jak to wygląda u mnie, bo schemat właściwie jest taki sam od 28 lat. Bardzo często:

 

Gdy znajduję dobry temat– jestem szczęśliwa

 

Gdy nagrywam– jestem szczęśliwa

 

Gdy wracam z nagrań–martwię się, czy wszystko nagrałam i o co jeszcze mogłam zapytać

 

Gdy zaczynam przesłuchanie nagrań jestem pełna nadziei, że wyjdzie dobry reportaż

 

Gdy kończę słuchanie nagrań –czasami chcę zmienić pracę. Wolałabym zostać sekretarką w jakiejś firmie, a nie przeżywać męki twórcze.

 

Dlaczego?

 

Po pierwsze, wydaje mi się, że to co nagrałam jest momentami nudne jak flaki z olejem, nikogo nie zainteresuje. Nawet zdarzyło mi się kilka razy zasnąć podczas przesłuchiwania nagrań. Także przy materiale, który potem zdobył nagrodę w konkursie.

 

Po drugie, nie wiadomo o co mi chodzi w tych nagraniach. Ludzie mówią i mówią, a ja z rzadka zadaję pytania.

 

Po trzecie, słyszę, że zadaję czasem pytanie od czapy, a pomijam to, co ważne. Czasami wyrywam się z czymś jak Filip z konopii, przerywam akurat wtedy, gdy pada coś bardzo ważnego. Tymczasem ja kontynuuję swoją myśl, zupełnie niepotrzebnie.

 

Po czwarte, słyszę swoje błędy językowe, za cicho nagrane pytania, stuki mikrofonów. Wściekam się na siebie, że w ferworze nagrań  zapomniałam o różnicowaniu planów dźwiękowych. Na Boga, robię reportaże od dwudziestu kilku lat, a tu takie błędy!

 

Po piąte, szukam dobrego zdania na początek albo na puentę i nie znajduję.

 

Wtedy mam ochotę rzucić to wszystko w diabły i pójść parzyć herbatę i kawkę jakiemuś prezesowi.

Ale nie mogę tego zrobić. Co wtedy zatem?

 

Rzucam montaż i idę popracować fizycznie. Posprzątam, wyplewię. Albo idę do lasu z psem na długi spacer. Albo zrelaksuję się z książką. A potem zaczynam rozmyślać. Przypominam sobie, po co nagrałam te kilometry minut. Co mnie zaciekawiło podczas nagrań. Co z tego, co zobaczyłam mogę przekazać innym i po co.

Najlepsze pomysły przychodzą mi pod prysznicem. Dlatego od pewnego czasu mam w łazience kartki i długopis, by zapisywać myśli zanim uciekną.

 

nagranie reportażu

 

Dokładnie taką sytuację miałam ostatnio. Nagrywałam w Krakowie reportaż z samorządem w tle. Trójka zamówiła u nas 10 takich samorządowych opowieści. Każdy reporter sam szukał sobie tematu. Ja zaciekawiłam się realizowanym przez MOPS w Krakowie projektem aktywizacji mieszkańców z budynków socjalnych. To wdzięczny temat na niedługi reportaż  dla Trójki. Takie podglądanie przez dziurkę od klucza, pracy pracowników socjalnych i ich sposobów na wzbudzenie energii do działania w ludziach. Nie tylko tych wykluczonych.

 

W czasie nagrań byłam bardzo zadowolona. Krystyna Pawełek i Elżbieta Jurczuk z MOPS-u potrafią żywo i z pasją opowiadać o swojej pracy. Umówiły też Pani Monikę, kobietę po przejściach, która teraz wyszła na prostą. Do tego były odwiedziny w budynku socjalnym, ciekawy spacer po okolicy, by poznać efekty ich pracy, a także piknik połączony z akcją oddawania krwi. Zapowiadała się dobra opowieść. Może nie z tych wielkich, potem nagradzanych, ale jak często powtarzał mój kolega Ernest Zozuń: „Haniu, nie zawsze jest niedziela”. Ważne, by zaciekawić odbiorcę, by dowiedział się czegoś nowego o świecie w którym żyje.

 

Wróciłam z nagrań. Przekopiowałam do komputera. Na 12 minut reportażu nagrałam 5 godzin rozmów!!!

Zaczęłam przesłuchiwanie nagrań i wymiękłam. Za mało dramatycznie, bez napięcia. Kogo to zainteresuje?– ta myśl prześladowała mnie cały czas. Może dlatego, że kilka dni wcześniej skończyłam ciekawy dramaturgicznie reportaż „Koncert na dwa M”,

 

W końcu gdy opisałam wszystkie pliki, wyjechałam w delegację. Porzuciłam nagrania z Krakowa. Musiałam odpocząć od nich, nabrać dystansu. A potem znowu usiadłam do montażu z takim wewnętrznym przekonaniem, że skoro w czasie nagrań byłam zadowolona, to jest w tym materiale potencjał. Tylko muszę zastanowić się nad dobrym wyborem materiałów. Gdy już miałam zmontowane 30 minut zaczął się najciekawszy moment pracy. Dopracowywanie dramaturgii, praca nad tempem, praca nad brzmieniem. Wtedy już nie chcę być sekretarką, tylko cieszę się tym, co robię. I teraz, na dzień przed emisją, jestem zadowolona z tego, co zmontowałam. Może zainspiruję kogoś do działania na rzecz społeczności lokalnych? Może ktoś zrozumie, że nie należy skreślać mieszkańców z budynków socjalnych?

 

nagranie reportażu
Podczas nagrań w Krakowie

 

Zapytałam jeszcze mojego męża, reportera radiowego, telewizyjnego i prasowego czy i on miewa czarne doły. Okazało się, że nie ma takich myśli: „Nie podołam, nie dam rady tym razem”. No cóż, jak większość mężczyzn! Ale zmęczony jest czasem tym, ile się trzeba natrudzić, by wydobyć z ludzi to, co ciekawe. By zrozumieć, co jest sednem opowiadanej historii. A potem przedstawić to tak, by zaczarować na moment odbiorcę.

 

Co mogę podpowiedzieć wątpiącym we własne możliwości:

 

– warto cały czas pracować nad rozwojem swojego warsztatu, aby pewne rzeczy nie sprawiały problemu. Na przykład budowa dramaturgiczna reportaży.

 

– warto jak najczęściej spotykać się z najlepszymi, jeździć na warsztaty, dopytywać innych o ich sposoby pracy. Zaproponować wspólne przygotowywanie jakiegoś tematu.

 

-powinno się poznawać najlepsze reportaże, nie tylko radiowe, analizować je pod kątem tego, co jest tematem, jak została opowiedziana historia, co buduje napięcie, jak prowadzi nas autor itp

 

-trzeba dać sobie czas na przemyślenie tematu, na refleksję. Nasza praca jest twórcza.Tu nie ma tak, że dodasz dwa plus dwa i wyjdzie ci cztery. To kreacja.

 

robić, robić i robić. Z każdym reportażem zyskuje się nowe doświadczenia, trzeba tylko umieć wyciągać z nich wnioski.

 

nie poddawać się. Znam wiele osób, które rozkwitły jak kwiaty na wiosnę, a wydawało się, że nie będą robić ciekawych reportaży.

 

-koniecznie trzeba czytać regularnie Torbę Reportera i nasz fanpage 

 

 

A gdy tak patrzę na te wytłuszczone wyrazy, to tak sobie myślę, że w/w punkty dotyczą nie tylko robienia reportaży:)

 

 

Hanna

 

 

Na stronie Studia Reportażu i Dokumentu znajdziecie 100 najlepszych reportaży radiowych. To pozycja obowiązkowa.

Only registered users can comment.

  1. Doskonały tekst, doskonałe przemyślenia i doskonały pomysł, żeby to opisać! Bo dobrze, żeby wszyscy twórcy wiedzieli, że nie są sami w czarnych dziurach i że da się z tych dziur wyjść! 🙂

    1. Ja myślałam, że wszyscy wiedzą, iż nie zawsze jest różowo. Sama bym nie wpadła na pomysł tego wpisu, gdyby nie sugestia, by to zrobić. Super, że można się wymieniać pomysłami, pytaniami.

    1. Dobrze jest napisać coś przydatnego! Wszelkie podpowiedzi tematów mile widziane:)

  2. Z reportażem, to jak z pisaniem książki. My autorzy też bardzo często miewamy myśli, że to, co napisaliśmy jest śmieszne, nie trzyma się kupy i w ogóle, kto to będzie chciał czytać. Myślę, że w każdym artystycznym zawodzie wydaje się nam, że nasza praca nie jest dość dobra i mamy ochotę rzucić to w cholere. Jednak później przychodzi moment, gdzie tęskni się za tym 😉

    1. No właśnie. U jednych ten moment tęsknoty przychodzi szybciej, u innych to trwa trochę dłużej:)

  3. Rewelacyjnie ujęłaś ten stan… U mnie ostatnio trwał mam wrażenie wieczność całą. Miałam dwa tematy już prawie całe nagrane. Cieszyłam się nimi jak dziecko, które dostało właśnie wspaniały prezent, miałam już w głowie kolejne tematy i pomysły i nagle BUM!!! Nie wiem jak nie wiem dlaczego naszło mnie to uczucie, że przecież ja się do tego nie nadaję… nigdy nie będę w tym świetna a jeśli nie mam być świetna to po co to robić… Może to głupie ale zawsze mam w głowie słowa Jana Pawła II “nie popadają w przeciętność”. Nie chcę być przeciętna więc po co mam robić coś w czym zawsze będę przeciętna? Męczyło mnie to okropnie… Nie wnikając w to jakim cudem wróciłam do reportażu a nawet porzuciłam w radiu inne rzeczy by móc mu się bardziej poświęcić. Dziękuję Haniu za ten wpis. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja czasem czuję, że nadaję się tylko do garów 😉

    1. Bardzo wysoko ustawiona poprzeczka z tym myśleniem o byciu ponad przeciętność. To może dołować trochę. Ja szłam małymi kroczkami: super jak szef pochwali, potem świetnie jeśli zespołowi się podoba, potem przyszły nagrody. Ale do nagród mam największy dystans, bo jest w nich nieobliczalny składnik “trzeba mieć trochę szczęścia”. Tak naprawdę to trzeba często robić reportaże i słuchać innych, aby się cały czas rozwijać.

  4. Świetny tekst, trochę z cyklu “w cudzym nieszczęściu, zawsze znajdziesz coś co cię pocieszy”. Mnie pocieszył. A tak poważniej, to mama tak samo, choć zawodowo działam w innej branży. Dzięki i pozdrawiam serdecznie

    1. Ja też czuję się lepiej, wiedząc, że jest nas więcej w tych twórczych rozterkach:)

  5. Otóż to- ten artykuł nie dotyczy tylko reportaży. W moim wypadku- fotografii (portret,dokument). Bardzo dziękuję!

    1. Fotografia-osobna dziedzina sztuki, więc niepokój twórczy artysty zrozumiały:).

  6. Bardzo potrzebny tekst, chyba każdy człowiek pracujący twórczo ma momenty, w których żałuje że nie parzy kawy w starbucksie. To pocieszające, gdy ktoś mówi o tym głośno 🙂

    1. Przy kawie w Starbucksie trzeba się trochę napracować. A ja zawsze mam w oczach sekretarkę pewnego Dyrektora, która ciągle piłowała paznokcie i nie miała czasu dla nas, prostych redaktorów. Ona to miała nieskomplikowane życie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *