najciekawszy temat na reportaż
Temat

Jak znalazłam mój najciekawszy temat na reportaż? – Hanna

4 grudnia 2017

Jak znalazłam mój najciekawszy temat na reportaż?

 

No i stało się. Pokłóciłam się dziś z mężem. Tak to jest, gdy pracuje się w duecie. Każde z nas inaczej zapamiętało moment, kiedy przyszedł do nas temat reportażu „Szlaufy”. Ale to mój wpis, więc napiszę swoją wersję wydarzeń.

 

Od ponad dwudziestu lat chodzę się czesać do tego samego zakładu fryzjerskiego na Woli. Szefową jest Pani Irena, osoba niezwykle mądra życiowo i ogromnie lubiana przez klientki, które jeżdżą do niej z drugiego końca miasta. Ja na przykład jadę do niej autem 55 minut.

 

Ale warto, bo wracam z dobrą fryzurą i często z dobrym tematem na reportaż. Pani Irena wie, że jesteśmy z mężem dziennikarzami, więc ma ucho otwarte na atrakcyjne opowieści.

 

To bardzo ważne – nasze otoczenie powinno wiedzieć, że stale szukamy bohaterów do naszych reportaży. Sama zawsze mówię: Jeśli znasz/zna pani kogoś, kto ciekawie opowiada, przeżył coś niezwykłego i powinno się o tej osobie dowiedzieć więcej osób, to proszę mi dać znać. A jeśli ktoś potrzebuje pomocy, trzeba interweniować, to jestem.

 

Pewnego dnia mąż wrócił do domu świeżo ostrzyżony z błyskiem w oku. „Wiesz – powiedział – pani Irena ma klientkę, której syn rapuje i napisał utwór o szlaufach. Tak nazywają nieletnie gimnazjalistki, które puszczają się w galeriach handlowych. To dobry temat na reportaż”. To był rok 2005 i wtedy jeszcze nie mówiło się o galeriankach ani o zjawisku prostytucji wśród nieletnich.

 

Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy, że to ja zacznę research, ponieważ Adam pracował wtedy w telewizji, a tam daliby mu tylko dzień, dwa na poszukiwanie bohaterek reportażu. Uznaliśmy, że to stanowczo za mało, choć nie wiedzieliśmy też wtedy, że zajmie nam to aż kilka miesięcy!

 

Zaczęłam oczywiście od spotkania z autorem owego utworu muzycznego. Niestety, opowiedział mi o zjawisku, nie chciał natomiast skontaktować mnie z żadną dwunastolatką szukającą sponsora. Jak powiedział: „Nie będę wystawiał swoich koleżanek, ale pójdzie pani do galerii, to od razu je rozpozna”. Wydaje się to łatwe, prawda? Odwiedzałam modną Arkadię kilka razy w tygodniu przez miesiąc i nic. Nie widziałam nastolatek ze starszymi mężczyznami.

 

Zaczęłam obdzwanianie zaprzyjaźnionych ośrodków dla trudnej młodzieży. W końcu w jednym z nich, choć wychowawcy nie znali tego zjawiska, młodzi wiedzieli o nim całkiem sporo. Zrelacjonowali wszystko ze szczegółami: jak dziewczyny chodzą ubrane na te polowania w galeriach, jak podrywają, co z tego mają. Byłam zadowolona z nagrań, ale mój mąż czuł niedosyt: „Znajdź dziewczynę, która przyzna się: ja to robiłam. Jestem szlaufem”.

 

Znowu spacerowałam po galerii, bo już wiedziałam, że dziewczyny ubierają się głównie na różowo, że są mocno umalowane… i nadal nic.

 

Kilka tygodni wydzwaniałam do szkół, aż w końcu w jednym gimnazjum Pani Dyrektor powiedziała: „U mnie w drugiej klasie są takie trzy, które przychodzą do szkoły w mini i z kopertówką zamiast torby na książki. One mi wyglądają na takie szlaufy”. Zorganizowała nagranie z klasą, do której chodziły te dziewczyny. Opowiedziałam o zjawisku, zapytałam, czy coś o tym wiedzą. Prawie wszystkie gimnazjalistki wiedziały, ale znowu odpowiadały, że to nie one biegają po galeriach, tylko koleżanki. Klapa!

 

Kolejne telefony i rozmowy z ośrodkami, fundacjami zajmującymi się nastoletnimi narkomankami, alkoholiczkami, złodziejkami. I nagle dopisało mi szczęście (nieodzowne w tym zawodzie). Psycholog z jednego ze stowarzyszeń powiedziała: „Pani nie ma oka, by wypatrzyć te szlaufy. Trzeba wiedzieć, czego się szuka. Dam pani przewodniczkę”. Viola spędziła ze mną pół dnia w galerii, miała na sobie ukryty mikrofon i komentowała zachowanie mijanych nastolatek: Na przykład dziewczyny mają często też taki zwyczaj, że kupują sobie colę i specjalnie chodzą z tą colą po centrum na przykład, żeby było widać, że coś kupiły. Taka głupia mała rzecz, która dowartościowuje. Chodzą popsikać się perfumami, pomalować, przymierzyć jakiś ciuszek, pooglądać sobie. Prowokujące zachowania, głośne śmiechy. O tu jest, o tu, tu. Szczują, nie? Szczują bardzo, czyli prowokują”.

 

Rozmawiałyśmy obie z wybranymi dziewczynami, ale one nie przyznawały się do szukania sponsorów. Mówiły, że ich koleżanki tak robią, one nie. Okazało się też, że miałam dotąd kłopot z rozpoznawaniem nastolatek, bo po pierwsze była zima i chodziły w kurtkach. (Tylko Viola szybko wypatrywała odkryte pępki, duże dekolty). No i makijaż powodował, że ja dawałam im 16-18 lat, a moja przewodniczka wiedziała, że to 12-13-latki.

 

Szczerze mówiąc, byłam trochę załamana. Minęły 4 miesiące, a ja miałam, owszem, bardzo ciekawe nagrania, ale nadal nie było tego najważniejszego, przyznania się w pierwszej osobie: „Tak, jestem szlaufem”.

 

I wtedy olśnienie! Skoro nie chcą przyznać się do mikrofonu, może powiedzą to przed kamerą? Może zadziała magia telewizji? I tak się stało. Mąż pojechał do tego gimnazjum, gdzie trzy uczennice chodziły na lekcje z kopertówkami, i spytał wprost, czy są szlaufami, a one potwierdziły. I zgodziły się na opowiedzenie tego przed kamerą. Nawet bez zamazywania twarzy. Ale na to my się nie zgodziliśmy, bo to byłoby nieetyczne.

 

Etyka a „Szlaufy” to temat na osobny wpis, bo warto opowiedzieć, jak pracowaliśmy z ukrytą kamerą, mikrofonem, jak przygotowaliśmy prowokację dziennikarską, w której mój mąż udawał sponsora, jak zdobywaliśmy zgodę na nagranie od rodziców dziewczyn z kopertówkami.

 

A na razie zapraszam do słuchania reportażu na stronie www.polskieradio.pl/reportaz

 

Reportaż to mozolna praca, wymagająca wytrwałości, sumienności, a od czasu do czasu po prostu szczęścia.

 

Hanna

Wszystkie wymienione wyżej reportaże można znaleźć na stronie www.polskieradio.pl/reportaz.

Zachęcam też do polubienia na FB Studia Reportażu i Dokumentu PR

Only registered users can comment.

  1. Wytrwałość godna podziwu! To też ciekawa kwestia jak wracać do bohatera, którego wcześniej nagraliśmy, pozbyć się poczucia, że to dla niego kłopot, że zabieramy mu kolejny raz czas. To pewnie sobie trzeba przestawić w głowie.
    Ciekawa jestem jak to jest z nieletnimi? Zgodami na nagrania, publikowaniem głosu, który też jest częścią wizerunku?
    A temat niesamowicie ciekawy!

    1. Jeśli miało się dobry kontakt z bohaterem, powrót nigdy nie jest problemem. Za każdym razem przyjmowano mnie ciepło, z radością i ciekawością, co nowego się wydarzyło. Pracując w radiu nie zdarzyło mi się prosić o specjalną zgodę na nagranie nieletniej osoby. Zawsze spotykałam się z młodymi przy okazji nagrań w szkole, fundacji, szpitalu, ośrodku wychowawczym i wtedy była zgoda dyrekcji. Dyrektorzy pewnie sami pytali o to wcześniej rodziców. Raz chciałam nagrać dziewczynę spotkaną przy nagraniach na zupełnie inny temat. Wtedy poprosiłam, aby spytała mamę, czy mogę przyjść do domu na nagrania i już. Przy “Szlaufach” nagrywałam w galerii rozmowy mikrofonem ukrytym pod kołnierzykiem. Głośno mówiłam, że jestem z radia, czyli teoretycznie było wiadomo, że wykorzystam publicznie to, co zostało powiedziane. Ale i tak zniekształciłam głosy, aby nie były rozpoznane, bo jednak nie powiedziałam wyraźnie, że nagrywam i mikrofon nie był widoczny. Ja też nie chciałabym być nagrywana z ukrycia:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *