jak rozmawiać o śmierci
Sztuka rozmowy | Temat

Jak rozmawiać o śmierci?

20 grudnia 2017

Jak rozmawiać o śmierci?

 

Płaczę za każdym razem, kiedy słucham reportażu „Wymyśliłam sobie” o Agnieszce Kaludze, pseudonim Zorka. Pamiętam, że ktoś polecił mi ją, bo była akurat w radiu, a ja robiłam temat o blogach. Wpisałam jej pseudonim. Od razu wyskoczył mi  blog o śmierci. O śmierci…czy śmierć w ogóle może być tematem bloga?

 

 

Wiedziałam, że śmierć jest najważniejszym tematem w ogóle. Śmierć interesuje wszystkich, bo wszystkich czeka. Potem przeczytałam wywiad z bloggerką w gazecie i zaczęłam się bać. Ale Agnieszka wcale nie jest straszna. Uśmiechnięta, kręcone włosy, około 1,60 cm wysokości.  Po hospicjum w Poznaniu porusza się jak motyl, bo symbolem tego miejsca są właśnie motyle. Ja jednak nie bałam się ani Agnieszki, ani wizyty w hospicjum, ani nawet rozmów z pacjentami. Bałam się pojechać do jej domu w Poznaniu i porozmawiać o córce. Martynka, bo tak miała na imię tamta dziewczynka, żyła tylko kilka dni. Te kilka dni zmieniło wszystko w życiu Agnieszki. Czułam, że Zorka jest odpowiednią osobą, by opowiedzieć w radiu historię śmierci swojego dziecka, że będzie to historia o tym, jak poradzić sobie po stracie i że to jest bardzo ważny dla mnie temat. Równocześnie, nie można przecież wejść do czyjegoś domu i powiedzieć: No to proszę mi opowiedzieć, jak umarła Pani córka”. Jak rozmawiać o śmierci?

 

 

Rozmowa z Agnieszką wypadła po bardzo trudnym dla mnie doświadczeniu życiowym. Powiedziałam jej o tym i być może właśnie to sprawiło, że w ogóle zgodziła się na rozmowę. Było jeszcze coś, co ją przekonało. Odwrotnością każdej śmierci jest życie. Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę chciałabym z Agnieszką porozmawiać o życiu, o jej życiu przed i po stracie. Najważniejszy dla niej był jej syn- Mały Be. Urodzony jako wcześniak, bardzo długo był tak zwanym trudnym dzieckiem. Macierzyństwo Agnieszki nie było więc tym wymarzonym, mimo, że było wyczekane. Chciałam, by opowiedziała mi jak stawała się matką, później wolontariuszką w hospicjum i blogerką. Jak żegnała się ze swoim wyobrażonym obrazem życia, akceptując los, który został jej dany. Jak przeżywała swoje małe śmierci. I wtedy pojawił się pomysł na to, by pytać o to, co sobie wymyśliła, wyobrażała, kiedy to wszystko jeszcze się nie zdarzyło i wykorzystać to dramaturgicznie.

 

 

Jadąc do Poznania cały czas zastanawiałam się, jak zapytam o Martynkę. Wprost? Od czego w ogóle zacząć. Jednak takie rzeczy wychodzą zwykle bardzo naturalnie. Poddałam się więc Agnieszce, postanowiłam podążać za tym, co i w jakiej kolejności będzie chciała mi opowiedzieć. Najpierw zobaczyłam jej dom. Wysłuchałam historii jabłoni, która później stała się ważną częścią mojego reportażu. W końcu, kiedy usiadłyśmy w kuchni i podała mi herbatę w kubku-nocniku zapytałam o narodziny Małego Be. Pamiętam, że na kuchennym stole bardzo szybko pojawił się album ze zdjęciami i rozczulałyśmy się nad  tym, że Mały Be, kiedy się urodził w siódmym miesiącu ciąży, był wielkości niedużego gołębia. Cały pokryty był meszkiem. Pamiętam, gdy opowiadała mi,  jak wzięła go pierwszy raz na ręce…pierwszy raz na rękach miała swoje żywe dziecko. Właśnie wtedy pojawiła się w naszej rozmowie Martyna. Dziecko, które przez kilka dni swojego życia traktowane było przez szpital jak zespół narządów. I jest taki moment w opowieści Zorki, którego nie potrafiłam zmontować przez dwa lata. Agnieszka opowiada: Czuję się, jak na scenie, bo OIOM jest cały oszklony. Wyproszono wszystkich, którzy byli przy swoich wcześniakach, bo zmarło dziecko. Teraz my się żegnamy  z naszym dzieckiem, ale świecą jarzeniówki, a wszyscy inni rodzice są za szybami i patrzą na nas, jak my stoimy z martwym dzieckiem. Nikt do nas nie podchodzi, nikt nas nie przytula…”. Żadna z nas nie płakała wtedy w kuchni. Jednak ilekroć odtwarzam sobie to nagranie, płaczę. Montując to nagranie płakałam tak mocno, że nie mogłam dalej pracować. To trwało, dopóki sama nie urodziłam zdrowego dziecka. Często mnie pytają, czy płaczę podczas nagrań, kiedy ludzie mówią mi o swoich dramatach. Nigdy nie płaczę. Świat zza mikrofonu mimo wszystko wygląda nieco inaczej. Czasami płaczę po wyjściu z nagrań, częściej podczas montażu.

 

 

Czy jest jakiś przepis na rozmowę o śmierci? Moim zdaniem nie ma żadnego, ale wiem, że trzeba o niej rozmawiać, bo to jeden z najważniejszych tematów naszego życia. Tak samo, jak spleciony z nim temat narodzin.

 

 

I właśnie w tym przedświątecznym czasie przesyłam Wam ciepłe Bożonarodzeniowe myśli. Życzę Wam dużo szczerych, pełnych wsparcia rozmów podczas tych Świąt!   

 

         

Kasia

 

 

Oczywiście możecie dzielić się swoimi refleksjami poniżej w komentarzach.


Wszystkie wymienione wyżej reportaże można znaleźć na stronie www.polskieradio.pl/reportaz

Zachęcam też do polubienia na FB Studia Reportażu i Dokumentu PR

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *