Dokumentacja | Dramaturgia | storytelling | Temat

Jak wymyślam formę opowieści?

26 lutego 2018

Jak wymyślam formę opowieści?

 

Znalezienie dobrego tematu na reportaż, to podstawa. Ale to za mało, by odnieść sukces. Równie ważny jest pomysł na opowieść, by trzymała w napięciu.

 

 

Dostałam od młodej reporterki Agnieszki taką wiadomość: „Jestem w Wiedniu i spóźnię się na próbę przez Ciebie. Bo słuchałam reportażu „ Z miłości”. Dzięki wielkie. Wydaje się oczywiście, jakbyś po prostu dała wszystko tak, jak było po kolei nagrane”. Agnieszka już wie, że rzeczywistość nagrania i rzeczywistość opowiadania, nie są tożsame.

 

 

Treść reportażu miałam bombową. Spokojna rozmowa z matką z 20-letnią córką, która urodziła dziecko będąc nastolatką, zamienia się w rodzinną psychodramę przed mikrofonem. Zaczęło się od tego, że córkę spotkałam przy okazji innych nagrań i okazało się, że jest nieletnią matką. Zaszła w ciążę mając 15-lat. Powiedziała, że jej mama przyjęła to bardzo dobrze i pomaga w  wychowaniu wnuczki. Ku mojemu zdziwieniu, mama zgodziła się zaprosić mnie do domu, by opowiedzieć o rodzinnych relacjach. Najpierw było słodko i miło, potem pojawiły się pęknięcia. Żal, raniące słowa, w końcu przekleństwa.

 

 

W pewnym momencie obie szukają poparcia u mnie, każda z nich przekonana o swoich racjach. Próbują przeciągnąć mnie na swoją stronę. Puszczają nerwy, córka krzyczy do mamy: „ Uwierz k..we mnie”. Mama z wściekłością: „ Wstanę i strzelę cię w twarz. Potrzeba ci faceta, który będzie cię lał w mordę”. Tego wszystkiego słucha wnuczka, która próbuje bawić się przy nas. Nie wiem do czego, by jeszcze doszło w tej rodzinie, gdybym po kilku godzinach zdecydowanie nie wyłączyła mikrofonu, kończąc tym samym spotkanie. Przede wszystkim nie chciałam, by małe dziecko dalej było świadkiem tej agresji.

Byłam pewna, że następnego dnia obie zadzwonią do mnie  i poproszą o niepublikowanie nagrań. Przygotowałam sobie kontrargumenty i czekałam. Telefon nie zadzwonił.  W końcu ja zadzwoniłam i przeżyłam szok. I mama i córka, chciały emisji. „No bo wie Pani, to wszystko jej wina, niech ludzie to usłyszą”- obie tak argumentowały.

 

 

Po powrocie zaczęłam od przesłuchania materiałów. Były tak mocne, jak myślałam. No dobrze, ale jak rozpocząć tę opowieść. Najmocniejsza jest scena z przeklinaniem, tylko jeśli ją dam, to zniszczę całe napięcie. Od razu będzie wiadomo co się stało.

Dlatego wymyśliłam bardzo prosty zabieg. Podzieliłam reportaż na kilka części i każdą z nich na muzyce zapowiadał męski głos: Pierwsza godzina spotkania. Druga godzina spotkania. Trzecia godzina spotkania. Czwarta godzina spotkania. Czyli odliczałam i stopniowałam napięcie. Od samego początku dawałam znać, że jakaś historia tu się rozwinie. Coś się wydarzy w drugiej godzinie albo później. Pierwsza scena to słodkie opowiadanie mamy jak ucieszyła się, że córka zaszła w ciąże i że wnuczka taka kochana. „Mamę mam wspaniałą, która przyjęła ciążę normalnie”- mówi córka.

Co zmieniłoby się w odbiorze tej sekwencji, gdybym nie dała tego zdania “Pierwsza godzina spotkania”. Otóż, jeśli ktoś nie lubi słodkich historii o rodzicielstwie, zrezygnowałby ze słuchania dalej. A tak miałam szansę przytrzymać jego uwagę dłużej. W następnych częściach stopniowo dokładałam wypowiedzi, które niszczyły ten wizerunek normalnej, dobrze funkcjonującej rodziny A potem już było coraz gorzej, aż do emocjonalnej rzezi w finale.

 

 

Jeszcze jedną rolę pełnił ów zabieg z odliczaniem. Miał przywoływać skojarzenie ze scenicznym dramatem. Matka i córka grały różne role, a na końcu zrzucały maski. Napięcie podkreślała też nieco teatralna muzyką, którą wybrała Julia Prus.  Do tego w finale na echu, które zazwyczaj wykorzystuje się w produkcjach Teatru Polskiego Radia, powtórzone są słowa o miłości do dziecka. Finał wymyślony przez Irenę Piłatowską,  podsumowuje świetnie wszystko to, co się wydarzyło i uniwersalizuje, tę opowieść.

 

 

Po co to wszystko Wam opowiadam? Pamiętajcie, jako autorzy kreujemy z elementów nagranych swoją własną opowieść o tym, co zobaczyliśmy, przeżyliśmy. Inaczej będziemy tylko montażystami, którzy skracają nagrania i układają je chronologicznie.

 

 

Życzę zatem świetnych opowieści!

 

A tu jest reportaż “Z miłości”

https://www.polskieradio.pl/7/3040/Artykul/1583759,Z-milosci-Hanna-BogoryjaZakrzewska

 

 

Hanna

 

PS: Czy lubicie ten moment wymyślania formy w jakiej opowiedzcie historię? Ja to bardzo lubię, ale czasami nienawidzę, gdy materia stawia opór.  I zawsze mam tremę, czy się uda…Dajcie znać, jak jest u Was.

 


 

Zachęcam też do polubienia na FB Studia Reportażu i Dokumentu PR

Only registered users can comment.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *