Dokumentacja | Reportaż | storytelling

Ukryta kamera a etyka

23 kwietnia 2018

Ukryta kamera a etyka

 

 

Używanie kamery ukrytej budzi spore emocje wśród widzów. Pojawiają się wątpliwości dotyczące zasadności wykorzystania takich nagrań. Niektórzy są jej przeciwnikami. Uważają, że zawsze można pokazać prawdę, nawet jeśli rozmówca odmawia wywiadu. Czy rzeczywiście mają rację?

 

Czy  bez zdjęć z kamery ukrytej byliby świadkami nie skrywanych emocji lub patologicznych zachowań, uderzających w wielu z nas? Czy zobaczyliby co w niektórych masarniach wrzuca się do przetwarzanego mięsa, wędlin? Czy bez takich nagrań uwierzyliby w przekleństwa kierowane przez nauczycieli do uczniów, używanie przemocy przez opiekunów osób starszych?

 

 

W redakcjach programów interwencyjnych dość często używa się kamery ukrytej i bez zdjęć z niej trudno  byłoby zrealizować reportaże, które poruszyły wielu widzów. Niektóre tematy ujrzały światło dzienne tylko dzięki ujęciom i nagraniom z ukrytej kamery. Wykorzystywałem ją tylko wtedy gdy było to zasadne. A zasada była jedna. Używać jej wtedy, gdy na zdjęcia oficjalne nikt się nie zgadza a zarejestrowanie prawdy, autentycznego zachowania  rozmówców jest możliwe tylko przy użyciu kamery ukrytej.

 

 

Dotyczyło to księży i afer pedofilskich, sprzedawców nielegalnych towarów,  handlarzy cudownymi garnkami i uzdrawiającą pościelą, sprzedawaną najczęściej emerytom, których – pod przykrywką organizacji za grosze  pielgrzymki do miejsc sakralnych – nakłaniano do kupna drogich, często branych na kredyt – super artykułów.

 

 

Oczywiście zdjęcia z ukrytej kamery muszą uzasadniać się tzw. celem społecznym. To istotne, gdy dojdzie do rozprawy sądowej, w której dziennikarz będzie stroną oskarżoną o naruszenie czyjegoś wizerunku.  Wyrok może być jednak różny. Mimo, że dziennikarz dochowa starań, by osoba nagrywana kamerą ukrytą była nierozpoznawalna, to ta może na przykład użyć argumentu, iż są osoby, które mogą ją rozpoznać np. po sposobie mówienia, akcentowania itd. Tu dziennikarz musi liczyć na zrozumienie u sędziego. Jeśli ten będzie przeświadczony o etycznym postępowaniu dziennikarza, użyciu kamery ukrytej do pokazania patologii, społecznym przesłaniu reportażu, to może prawo będzie po stronie reportera. O tym reportażysta dowie się jednak dopiero w sądzie.

 

 

Nigdy nie miałem wątpliwości etycznych, decydując się na użycie kamery ukrytej. Zapewne dlatego, że dzięki tym ujęciom pokazywałem patologię, co byłoby niemożliwe przy zdjęciach oficjalnych. Wprawdzie „dzięki mnie” kilku pracowników ochrony w warszawskich „Filtrach” – firmie odpowiadającej za bezpieczeństwo i jakość wody pitnej w stolicy, straciło pracę, ale  trudno było ich bronić, jeśli nie zauważyli obcych osób, które doszły do zbiorników oczyszczanej wody do picia i wsypały do nich „wąglika”, a w rzeczywistości – cukier puder. „Filtry” sprawę zgłosiły do prokuratury. Firma nie zarzuciła rażącego niedbalstwa pracownikom ochrony, lecz oskarżyła dziennikarza o wtargnięcie na jej teren. W obronie dziennikarza stanął nawet prezydent Warszawy. Prokurator   oddalił pozew przeciwko dziennikarzowi, gdyż tylko dzięki niemu udało się pokazać iż pracownicy ochrony nie potrafią ochronić mieszkańców stolicy przed ewentualnym atakiem terrorystów i zatruciem wody pitnej.

 

 

Bez kamery ukrytej nie udałoby się nakręcić sceny pozostawienia tuż przed gmachem rządu samochodu wypełnionego kartonami, które mogły być wypełnione ładunkami wybuchowymi. Nie udałoby się też nagrać rozmowy z funkcjonariuszem Biura Ochrony Rządu, który „przymknął oko” na zaparkowanie samochodu „pułapki” pod oknami budynku rządowego. Dodam, że kierowca tego samochodu nie miał żadnej przepustki uprawniającej do wjazdu na teren chroniony przez funkcjonariuszy BOR-u.

 

 

Przeciwnikom używania kamery ukrytej podam też przykład  sprawy o pedofilię w kościele, która zakończyła się ugodą korzystną dla chłopca molestowanego przez księdza i wypłatą zadośćuczynienia. Kilka lat przed ostateczną rozprawą zwróciłem się do wysokiej rangi księdza z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej z prośbą o skomentowanie zarzutów. Odmówił oficjalnego nagrania. Poza kamerą usiłował bronić swojego podwładnego, czyli księdza. Nie dawał wiary w jego skłonności pedofiskie. Zaprzeczył także, aby poszkodowany informował diecezję o pedofilii w parafii. Nie miałem żadnych wątpliwości etycznych, by nagrywać tę rozmowę  kamerą ukrytą. Musiało minąć kilka lat, by kościół poszedł na ugodę z ofiarą molestowania seksualnego. Jest to do tej pory ponoć jedyna sytuacja, w której kościół poniósł konsekwencje finansowe za zachowania pedofilskie duchownych.

 

 

Dzięki nagraniu kamerą ukrytą udało się udowodnić  młodocianą prostytucję tzw. galerianek, co uzmysłowiło ich rodzicom i nauczycielom skalę zjawiska. Wcześniej nie zdawali sobie sprawy z tej patologii. To tylko niektóre przykłady z mojej roboty reporterskiej z kamerą ukrytą.

 

 

Nie zawsze jednak trzeba gonić za aferą i upubliczniać nagrania dowodzące nieprawidłowości. Te wynikają czasami z jednostkowych błędów, nieprzemyślanych decyzji wynikających z niejasnych  przepisów i nie niosą za sobą poważnych skutków społecznych. Poza tym czy warto niszczyć np. lekarza, który połakomił się na 200 zł, czy drobny prezent od przedstawiciela koncernu farmaceutycznego za zgodę na przepisywanie recept z jego lekarstwami? Czy nagłaśniać drobny błąd młodego policjanta, co może skończyć się wyrzuceniem go ze służby. Są jeszcze inne, delikatniejsze sposoby rozwiązywania takich drobnych spraw.

 

 

Nie wolno niszczyć człowieka. Może się zmieni. 

 

 

Chętnie poznam argumenty przeciwników ukrytej kamery. Zapraszam do komentowania.

 

Adam

Only registered users can comment.

  1. Cel uświęca środki. Działania kontrowersyjne etycznie, sprzeczne z kodeksem postępowania reportera, są dozwolone w imię ukrócenia przestępstw, matactw i patologii społecznych.

  2. Ja osobiście nie mam nic przeciwko materiałowi z ukrytej kamery, który jest później wykorzystywany do obnażania smutnej czy okrutnej prawdy. Uważam, że ludzie mówią czy dają swoim zachowaniem dużo więcej do zrozumienia kiedy mają świadomość, że nie są filmowani. To, co mnie najbardziej irytuje to zasłanianie twarzy przestępcom i skracanie ich nazwisk do pierwszych liter.

    1. Mnie nie denerwuje. Zrobiłam z mężem kilka reportaży o ludziach, którzy spędzili w aresztach wiele lat(rekordzista nawet 12), a potem okazali się niewinni. Bo sąd się pomylił, bo ktoś niestarannie wykonał swoją pracę, bo trzeba było znaleźć szybko winnego… Łatwo kogoś skrzywdzić, wytykając palcami.

  3. Między właściwym wykorzystaniem nagrań z ukrytej kamery jest cienka granica. Jednak w imię większego dobra, czy wyższej idei warto czasami ją przekroczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *