Dokumentacja | Inspiracje | Reportaż | Uncategorized

Historie, których nie opowiedziałam

19 marca 2018

Historie, których nie opowiedziałam

 

 

Bywa tak, że jakaś opowieść mnie wciąga. Grzebię, szukam nagrywam i nagle trach…zdarza się coś, co sprawia,  że jednak tej historii nie opowiadam w radiu. Dlaczego? …

 

 

W 2008 roku jechałam pociągiem do Berlina. Byłam bardzo podekscytowana, bo przez  następne dwa miesiące miałam staż w Deutsche Welle. Obok mnie siedział trzydziestoparoletni mężczyzna. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że jedzie do dawno niewidzianego Berlińczyka, przyjaciela swojego ojca. Liczył na to, że to spotkanie pomoże mu lepiej poznać własnego rodzica. Jego tata w 1989 roku wyszedł wyrzucić śmieci i ślad po nim zaginął. Przyjaciel ojca nazywał się Helmut i Jan obawiał się, że po tylu latach w ogóle go nie rozpozna. Ostatni raz widzieli się przed zniknięciem jego ojca. Wcześniej Helmut bywał w Warszawie dość często, jeszcze jako obywatel NRD. Od razu poczułam, że to wspaniały temat i namówiłam Jana, by pozwolił mi nagrać spotkanie z Helmutem. Wysiadając z pociągu miałam już przygotowany mikrofon. Trzeba było jeszcze zapytać Helmuta. Zgodził się bardzo szybko, bo okazało się że sam robi filmy dokumentalne. Niespodziewanie dla mnie samej nagrałam ich spotkanie i spacer po Berlinie. Potem pojechałam do Kolonii.

 

W czasie mojego pobytu w Niemczech jeszcze raz odwiedziłam Helmuta. Opowiedział mi, że z tatą Jana poznali się w Berlinie Wschodnim, gdzie tamten przebywał na kontrakcie budowlanym jako inżynier. Jego zniknięcie wiązał z rzekomą działalnością w opozycji. Równocześnie napomknął, że akcja poszukiwawcza została przeprowadzona  bardzo dokładnie, bo dziadek Jana był zasłużonym, komunistycznym generałem. Po powrocie do Polski poszłam w tej sprawie do IPN. Po rzekomej działalności konspiracyjnej nie było tam śladu. Dowiedziałam się za to, że ojciec Jana często dostawał wizy do Niemiec i sprowadzał stamtąd samochody. Teczka dziadka była dość gruba i rzeczywiście były w niej ślady dochodzenia prowadzonego po zaginięciu syna. Kolejny raz umówiłam się z Janem w redakcji. Pamiętam, że nagrywaliśmy jego wspomnienia związane z dniem zniknięcia taty. Dwa dni później zadzwonił i powiedział, że wycofuje się z udziału w tym reportażu i nie chciałby, żeby w ogóle taki dokument powstawał. Tłumaczył to dobrem swojej matki, która ciężko przeżyła zniknięcie ojca. Na początku próbowałam go przekonać, bo przecież reportaż miał być tak naprawdę o poszukiwaniu przez niego jakiś śladów i wspomnień taty. Miałam dużo nagrań, a nawet nowy trop samochodowy. Jan jednak nie chciał się zgodzić. Zrezygnowałam więc z tego tematu i już nie drążyłam więcej. Na początku było mi nawet przykro.

 

 

Kolejną nieopowiedzianą historię schowałam do szuflady kilka lat później. Zajmowałam się tematem porwań rodzicielskich. Pewnego dnia skontaktował się ze mną pewien ojciec, twierdząc że jego była żona porwała ich młodszą córkę, a potem usankcjonowała ten stan przed sądem podczas rozwodu, uzyskując opiekę nad młodszym dzieckiem. Starsza córka zadecydowała, że zostaje z tatą i w praktyce zerwała kontakt z mamą i młodszą siostrą. Ojciec jednak chciał odzyskać młodsze dziecko, które z kolei nie chciało mieć kontaktu z nim.  Pojechałam na nagrania na drugi koniec Polski. Wysłuchałam dramatycznej relacji nastolatki, która bardzo przeżywała rozstanie rodziców. Nagrałam też ojca, szkołę. Ogólnie materiał wydawał się być bardzo dobry. Kiedy w końcu udało mi się skontaktować z matką dziewczynek ta absolutnie odmówiła udziału w tym reportażu. Powiedziała też, że obawia się, że taka audycja zaszkodzi jej starszej córce. Mimo tego, że były dowody na to, że relacja ojca jest prawdopodobna nie zdecydowałam się zrealizować tej audycji. Rozmowa z matką przekonała mnie, że próba załatwiania takich spraw za pomocą mediów może tylko zaszkodzić uczestnikom. Czy inni mogliby się czegoś z tego nauczyć? Być może, ale uznałam, że koszt tego może być za duży. I nie warto szkodzić tym, którzy i tak zostały już pokrzywdzeni.

 

 

Niedawno wsadziłam do doniczki 3 cebulki.  Podlewałam, nawoziłam, i czekałam. Po kilku tygodniach z jednej z cebulek wyrósł różowy hiacynt ze zdjęcia do tego postu. Dwie inne po prostu zgniły. Bywa tak, że mamy wykonany cały reaserch, nagrania a czasem nawet zmontowaną audycję. I nagle okazuje się, że trzeba sobie poradzić z rozczarowaniem, że tego konkretnego reportażu po prostu nie wyemitujemy albo nie nagramy. Z tematami, jak z cebulkami, tylko z niektórych wyrosną reportaże albo  różowe hiacynty.

 

Czy Wy Też macie takie nieopowiedziane historie? Napiszcie o powodach, które skłoniły Was by jednak zachować je dla siebie.

Kasia

 


Wszystkie wymienione wyżej reportaże można znaleźć na stronie www.polskieradio.pl/reportaz

Zachęcam też do polubienia na FB Studia Reportażu i Dokumentu PR

Only registered users can comment.

  1. Nieopowiedziane historie tak, ale te wizualne – w formie niezrealizowanych projektów. Niestety z powodów najczęściej dość błahych i niewartych specjalnie głębszych rozważań 🙂

  2. Takich tematów to mam całe mnóstwo. Kiedyś miałam większą odwagę pisać o tym co myślę, o moich obserwacjach i nie bałam się wykluczenia, opinii innych, linczu ( bo i tak się zdarzało).. Obecnie próbuję z tym walczyć, jednak rzadko kiedy naciskam to magiczne “opublikuj”.

  3. Dlaczego? Coś się zmieniło w Tobie czy wokół Ciebie? Piszesz o linczu, mocne, co to w tym wypadku oznacza?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *